• Wpisów:99
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 00:19
  • Licznik odwiedzin:22 193 / 2400 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
1. Jestem naprawdę słaba w - wszystkim co ma związek z gotowaniem. Serio, żadnego faceta nie przekonam moim menu.
2. W tej chwili chciałabym być w ramionach - nie lubie być przytulana, wolę przytulać.
3. Moja najlepsza pierwsza randka - impreza u niego, na której to pojawiłam się tylko ja. Wiem, wiem. Nie była to zaplanowana randka, ale co się działo.. ;]
4. Opisz siebie w kilku przymiotnikach - uczuciowa i zimna suka, romantyczna i sceptyczna, szalona i rozważna, kreatywna i leniwa.
5. Moja ulubiona książka to - "Czarny Anioł" Mastertona oraz "Mistrz i Małgorzata" (zdziwieni?
6. Największy Twój dół (załamanie) - nigdy nie byłam załamana do tego stopnia, żeby myśleć o samobójstwie czy zaliczyć próbę odebrania sobie życia.
7. Opisz Twojego najlepszego przyjaciela w dwóch słowach - w dwóch słowach napisać o TS? Wkurzający i kochany.
8. Ktoś za kim tęsknisz - obecnie czy wogóle? Obecnie to chciałabym mieć przy sobie wszystkich moich ukochanych znajomych. A wogóle to potrzeba mi pewnego kolegi, który to jeszcze nie został przedstawiony na blogu.
9. Powód przez który zerwałaś z ostatnim chłopakiem - głupie, ale znudził mi się.
10. Twoje największe osiągnięcie - pamiętam jak kiedyś dałam w pysk TS. Z reguły nie umiem się nawet porządnie na niego obrazić, więc to był sukces.
11. Opisz w kilku słowach osobę którą najbardziej nie znosisz - bogata koleżanka, która upiera się, że jej status materialny jest przeciętny, po czym pakuje się i jedzie na wakację na Dominikanę.
12. Twoja ulubiona piosenka na tą chwilę to - "Champagne Showers" LMFAO ;D.
13. Kiedy ostatni raz kogoś pocałowałaś - chodzi o siorbu-siorbu czy cmok? Jeśli cmok to przed chwilą, a siorbu siorbu.. jakoś chyba w sobotę.
14. Ulubiony smak lodów - mięta <3
15. Najgorsze słowa jakie ktoś kiedyś powiedział do Ciebie - coś w stylu "Ty nie masz żadnych problemów, więc nie zrozumiesz mojego złamanego serca"
16. Dokończ: ‘Będę Cię kochać jeśli - zobaczysz to, co tak skutecznie ukrywam.
17. Jakie są Twoje plany na przyszłość - praca, praca, praca i studia, studia, studia. A poza tym najebać się w tą sobotę ! <cheers>
18. Zamierzam jutro - trzymać się z dala od domu.
19. Kim chcesz być gdy będziesz starsza? - pracować w poprawczaku i pomóc chociaż jednemu dzieciakowi wyjść na ludzi.
20. Najbardziej żenujący moment w Twoim życiu - o matko.. Jak byłam jeszcze w gimnazjum, byłam z kolegami na piwie. Wchodziłam na dość specyficzny mostek, z którego to zjechałam. Wchodziłam znowu i ponownie gleba. Tym razem z dziurą w spodniach.
21. Co byś zrobiła gdybyś wygrała w totka? - pomyślała, że mafia maczała w tym palce.
22. Opisz chłopaka którego lubisz/kochasz/ który podoba Ci się - za dużo ich ;D.
23. Co najbardziej kochasz w sobie - cycki i oczy. Potem jeszcze włosy, ale wkurzają mnie.
24. Jaki zespół widziałaś na żywo? - Acid Drinkers, Łzy, Ewelina Flinta, Ewa Farna.. Kto tam jeszcze był.. Nie pamiętam
25. Ile dzieci chcesz mieć w przyszłości? - oj dużo, ale na pewno postaram się o bliźnięta.
26. Twój pomysł na idealną randkę - ja i on z piwem w ręku, gdzieś na krańcu świata (czyt. na rampie może być )
27. Jestem naprawdę dobra w - pocieszaniu ludzi - tak mi się wydaje oraz rysowaniu, a raczej przerysowywaniu. Kreskówkowe stworki mojego autorstwa nie jedno dziecko ma na ścianie przyklejone.
28. Gdzie byś chciała mieszkać? - gdziekolwiek, byle by z ludźmi, których kocham. Wiem, ckliwie.
30. Co w tej chwili słyszysz? - jakiś komar mi bzyka nad uchem.
31. Jakie są Twoje relacje z rodzeństwem? - dobre, kochamy się, ale nie zawsze to pokazujemy. Chociaż gdy coś się któremuś z moich braci dzieje, przybieram postawe Pudziana i pędzę na pomoc.
32. Największe zmartwienie jakie teraz masz na głowie - chory dziadek, problemy finansowe, samotność, poszukiwanie pracy, zapewnienie sobie szkoły.. nie ma jednego, a jak mam kiepski dzień to wszystkie są "największe".
33. Twoje relacje z rodzicami - nie wiem. Zależy od dnia. Na obecną chwilę nie mogę na nich patrzeć. Wkurzają mnie jak jasna cholera swoim zachowaniem.
34. Coś co powinnaś powiedzieć dawno temu - tutaj idealnie pasuje "TS, kocham cię". Powinnam to powiedzieć, gdy jeszcze wiedziałam, że tak czuje.
35. Co napisałaś w ostatnim smsie? - o Boże.. "Trzymaj pośladki zwarte ". Nie pytajcie o co chodzi.
36. Jakie słowa najbardziej Cię smucą? - "Nie potrzebuje cię". Są gorsze, wiem, ale po tych ryczę czy chcę, czy nie.
37. Najbardziej nienawidzę w szkole - cholernych grup i tych co dupy nauczycielskie obśliniają.


Powstało w wyniku nudy. Zachęcam do pisania. Trochę pozwala przemyśleć swoją obecną sytuacją. Tylko gdzieś mi się 29 zapodziało Oo'
  • awatar Mgiełka ♥: gdzie się podziewasz?? :P
  • awatar Gość: Dziesiątka mnie zabiła xD To jest właśnie największy problem z bad boys - zakochasz się, to albo złamie ci serce, albo się dla ciebie zmieni, tylko że wtedy to już nie ten chłopak, w którym się zakochałaś... Ciekawam strasznie jubileuszowej notki :)
  • awatar mięta: 14!!!:D <3 i 26 , coś pijesz do mnie tutaj z tym zdaniem:D:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj w rozmowie z TS doszłam do cholernego wniosku. Przebywanie z moim małym braciszkiem i opieka nad nim rozwinęło mój instynkt macierzyński. I nie chodzi mi tu o chęć posiadania dzieci czy coś w tym stylu. Właściwie mnie od tego odsunęło. Kiedyś chciałam mieć pierwszego bobasa w wieku 24 lat. Teraz przeniosłam to na 28.

Wracając.. Ten instynkt polega na tym, że mam taką nieodpartą potrzebę opiekowania się innymi. Pieluchy, obiadki, kaszki - nie, nie. Nie w tym sensie. Bardziej działa to tak, że jeśli widze kogoś zranionego uczuciowo, kogoś kto nie może sobie poradzić psychicznie, to całe jego nieszczęście udziela mi się i przejmuje się owego ktosia sytuacją jakbym w jakimkolwiek stopniu była z nią związana.

To nie jest dobre. To jest złe. Nie mam na tyle silnej psychiki, żeby znosić własne i czyjeś problemy.

Muszę zacząć nad tym pracować.
  • awatar mięta: pierwszy bobas w wieku 24 lat?:P to jest jeszcze czas na melanz a nie dzieci!:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie wyprawiałam osiemnastki. Fundusze i wogóle jakoś za dużo latania. Jestem z tego faktu niezmiernie zadowolona. Po wszystkich osiemnastkach, które przetrwałam stwierdzam, iż organiozwanie takich potańcówek nie przynosi nic poza stratami. No, ale mniejsza o to.

Sama impreza najgorsza nie była. Ja się świetnie bawiłam, reszta mniej. Oczywiście pod koniec wszyscy płakali, bo wspominali dawne miłostki, złamane serducha i takie tam. A ja - jako zboczona wersja Matki Teresy - nie umiałam nie usiąść przy nich, posłuchać i olać całość sikiem prostym. Posłużyłam jako ręcznik, który wchłania każdą łezkę. Dzisiaj dostałam już siedem esemesów z treścią "Dziekuje za to, że jesteś", "Co ja bym bez ciebie zrobił" i tak dalej.

Poza tym wypadałoby nazwać się dobrą aktorką. Zanim wyszłam z domu, popłakałam się jak taki sierocy jednorożec bez kija na czole. Dlaczego? Nie wiem. Przypuszczam, że puściły mi nerwy. Za dużo ostatnio spraw mam na głowie. I już nie chodzi o te wielkie miłości moje i innych. Chodzi bardziej o szukanie tej pieprzonej roboty, opiekowanie się młodym i jeszcze zapieprzanie w domu, bo "po czym ty możesz być zmęczona". Teraz stan psychiczny i fizyczny dziadka pogarsza się z dnia na dzień. Jeszcze ojciec wyżywa się na wszystkich za błędy jakie dziadek popełnia. Na przykład ostatnio zapomniał o jajecznicy i spaliła się. Oczywiście patelka zajebana, a tym, który ją znalazł w czarnym stanie był właśnie kochany ojczulek. Posprzątał, wszedł na górę i zaczął litanie jaka to jaką to ja jestem złą kobietą, że on musi pracować i jeszcze domem się zajmować (WTF?!), a ja sobie siedze niczym księżniczka i marudze, bo za wolno wachlarzem machają. Nie skomentuje tego, bo zwyczajnie szkoda słów. Tak więc z taką zmasakrowaną psychiką pojawiłam się na imprezie, uśmiechnęłam się i mój kunszt aktorski zadecydował o tym, że nie zostałam nawet spytana "Co tam? Wszystko OK?". Przecież z takim soczystym uśmiechem na mordzie nie można mieć problemów.

Z Bogiem, parafianie.
  • awatar mięta: nie umiem Cie pocieszyc inaczej, niz powiedziec, ze kazdy ma problem zazwyczaj i kazdy tak sobie gra w towarzystwie..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie mam za cholerę ochoty iść tam. Nie chce mi się bezpodstawnie. Po prostu wstałam i doszłam do wniosku, że mam dzisiaj nieziemską ochotę poleżeć do góry dupskiem i być tak sobie wypięta na caluśki świat. Nie mam wogóle chęci się szykować. Najchętniej powędrowałabym w moim ukochanym kurzym dresiku, który to przetrwał tyle co niejeden batalionista. Obiecałam, muszę iść. Poza tym posiadam prezent, a głupio go dostarczyć i zwinąć się zanim ktokolwiek wyczai moją obecność. Kiepski ze mnie ninja, więc długo by nie trzeba czekać na powitanie przez solenizantkę i organizatorów imprezy, czyli jej rodziców.

Chyba nawet wiem czym ta moja niechęć do świata jest spowodowana. Patrze za okno raz - słońce produkuje zbyt dużo ciepła. Patrze drugi - leje się strumieniami deszczówka. Co zrobić. Przypadło mi mieszkać w strefie klimatu umiarkowanego i się męczę.

Prawdopodbnie dziadek ma miażdżycę. Widać to po jego zachowaniach. Coraz częściej zapomina o podstawowych czynnościach jak na przykład przebranie się w piżamę do spania. Ostatnio na przykład chciał zmywać. Chwycił brudny talerz, postał bez ruchu i zaczął go wycierać. Zwyaczjnie zapomniał o umyciu go. Dlatego stałam się dla niego milsza. Szkoda mi go. Wiem, że za x lat mogę być taką samą resztką człowieka. Boimy się nawet, że ktoś wykorzystuje jego stan i bierze od niego pieniądze. Pożycza, ale dziadek o tym zapomina i gotówka ma nowego właściciela. Ludzie to świnie.
  • awatar mięta: nie mam słów na takich ludzi ktorzy wykorzystuja chorobe 2 czlowieka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jutro imprezka. Zapowiada się drętwo. Jednak żyje nadzieją, że będzie fajnie.. dość. Wiecie co mnie rozpierdala? Dziewczyny, które szykują swoją kreację dzień przed uroczystością. Co jak co, ale my - baby - mamy tendencję do wymyślania. Zawsze coś nam nie pasuje, czegoś nie możemy założyć lub zwyczajnie w świecie, najpopularniejszy tekst NIE MAM CO ZAŁOŻYĆ. Tak, tak kochane. Zaprzeczajcie, ale i tak wychodzi, że mam rację. Sama wiem po sobie. Z reguły, gdy wiem o jakiejś poważniejszej imprezie (bo nie mówie tu o domówcę czy plenerowej popijawie) zaczynam wymyślać swój outfit i ewentualnie kompletować niezbędne elementy ubioru. Dzisiaj już dwie koleżanki ratowałam wymyślaniem im kreacji. Nie było szału, bo żadna z nich nie była przygotowana na takową okazję. Szkoda gadać. Potem mówią, że ja się ODPIERDOLE. Nie, nie. Po prostu mój strój jest przemyślany. Amen.

Lubie się kłócić. Wiem, że nie powinnam tego przyznawać i starać się wyrzec tej niefajnej przyjemności czerpanej z kłótni, ale nie daje rady. Zwyczajnie lubie głupio ludziom odpowiadać, zaczepiać, a później śmiać się z tego, że oni są wkurwieni, a ja uhahana. Amen x2.
 

 
Wspominałam, że przyszłą osiemnastolatkę widziłam na oczy dwa razy? Wspominałam? Jeśli nie to informuje o tym linijkę wyżej. Na pewno nie zgadnie kto został przydzielony do kupienia wspomnianej Pani prezentu ! No, kto? Hm? Oczywiście, że ja. Rozmowa z TS:
HH - Macie już dla niej prezent?
TS - Nie, ale coś jej się kupi
HH - No co planujecie? Może pomogę
TS - Prawdopodbnie wódkę i bombonierę
HH - >.<' faceci.. Chciałbyś coś takiego dostać?
TS - To zależy
HH - Od wódki?!
TS - A gdzie tam.. Od bomboniery ^^
Obstawiam, że domyślacie się kto by wpieprzył czekoladę i obalił połówkę. Mniejsza.. W każdym bądź razie zdecydowałam się kupić coś solenizantce. Mam fajny pomysł, tylko nie wiem czy sklepy pozwolą mi go zrealizować. Amen.
  • awatar denaturat: za to ciasta piekę zajebiste, patrz wpis pierwszy ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czy ja chciałam kupować jakieś uszczęśliwiające tabletki? Haha. Dobre. Wystaczyło, że tata przeszedł, położył 50zł na stole i rzucił magiczne zaklęcie "Kup coś sobie". A gdy zawitałam w sklepie, w którym były świetne buty w świetnej cenie to nie dreptałam do domu, ale leciałam nad ziemią z moim ukochanym SOAD w uszach. Tak kochane, co jak co, ale zakupy mają w sobie to coś .

A na osiemnastkę idę. Na TS nie jestem zła. Może trochę, bo zwlekał, ale wytłumaczył mi, że chciał mi o imprezie powiedzieć dopiero dzień przed. Otóż, miałam być osobą towarzyszącą TS. Jednak pewien członek naszej "ekipy" również chciał mnie zaprosić. Tylko wspomniany pan się WSTYDZIŁ. Dlaczego? No kurwa nie wiem. Przecież nie jestem już tak zajebiście piękna, żeby mój blask go onieśmielał. Mam przesadnie przeciętną mordę, cholera jasna! No, więc on czekał na jakiś odważny krok wspomnianego. Chciał mu dać szansę aż do ostatniej chwili. I wyobraźcie sobie moje wkurwienie, jakbym dowiedziałą się o całości w piątek. Wojna nuklearna to byłby przy tym pikuś (Pan Pikuś). Faceci.. Jeszcze podkreślił, że jest KOLEŻEŃSKI >.<'
  • awatar mięta: dziwne, bo to samcy i TS nawet mu ustapil:)
  • awatar Gość: SOAD! I Ty się dziwisz, że aura Twej zajebistości onieśmiela samców ;) Aerials - czyli jak słuchawki mogą doprowadzić do orgazmu xD Po sesji dla Cosmo przestałam oglądać teledyski Maroon 5 - nadaremno. Nie wiem, kto robił te zdjęcia, ale pójdzie do piekła za umacnianie mojej słabości do bad boys xD
  • awatar sztylson: oj nowe buty potrafią przegonić każdą depresję daaaaleko^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Setna notka zbliża sie wielkimi krokami. To jakiś powód do ucztowania czy sobie darować?

Wczorajszy dzień był specyficzny. Zjadłam jeden posiłek jako trzy dania. O co dokładniej chodzi? Wstałam coś po 13 - skutki chodzenia spać o 7 rano - nie z własnej woli. Obudzono mnie na obiad. Z racji, że dopiero wstałam stanowił on dla mnie śniadanie. Nie zdążyłam porządnie się nim rozkoszować (kurczak maminej roboty <3), a już zmuszono mnie do pakowania się - jedziemy na zakupy (spożywcze, jak to w niedziele). Po powrocie podgrzałam wspomniane miesiwo i zaczęłam je konsumować dalej. Wtedy wleciał TS i poszliśmy na piwo - kurczak w połowie zjedzony czekał na mnie aż do wieczora, kiedy to skończyłam go jako kolacje. Wakacje..

Szukania pracy ciąg dalszy. Co jakiś czas pojawiam się przy taśmie produkcyjnej, żeby dorobić, ale z reguły tyram jak wół dla marnego grosza. Mniejsza. W każdym bądź razie staram się znaleźć coś konkretniejszego. Dzwonie, odwiedzam szefostwo, wysyłam CVki, a jedyne co dostaje w zamian to zajebiste zero na koncie.

Tak jak dni ma stosunkowo spokojne, tak nocki stanowią mękę. Kłade się i zaczynam myśleć. Tak mi zlatują jakieś dwie godziny, po których to trace chęci na spanie. Wówczas odpalam mojego PCta i z braku laku sięgam po durne gry, które to zajebiście wciągają. Staje się jakimś.. nerdem O_o.

Zdecydowałam sobie kupić jakiś środek wspomagający radosność. Why? Mam wrażenie, że z dnia na dzień coraz bliżej mi do jakiegoś załamania psychicznego. Koleżanka mówiła, że czasami pomoga wypłakanie się. U mnie to nie działa. Mam ochotę pochlipać, ulać trochę wody z tej czary wkurwienia na świat, ale jak dochodzi co do czego to nie mogę. Jedyną sposobnością jest puszczenie programów Animal Planet typu "Policja dla zwierząt w Houston". Dziwne..
  • awatar Gość: Ueee, zjadło mój komentarz :( W każdym razie wspomaganie nastroju najlepiej zacząć od czekolady. Może to jakaś chwilowa chandra, byle do jakiegoś przesilenia, a potem już tylko lepiej? Ps. Na terapię adrenaliną zapraszam do mojej elki ;)
  • awatar mięta: a masz sie czym przejmowac ze to robisz?:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ale jestem zła! O jejku, jejku. Potem nie miej kobieto zmarszczek. Sprawa wygląda tak - w sobote jest osiemnastka jednej z moich znajomych. Nie znamy się za dobrze, ale jakoś mnie pokochała i kazała mi przyjść. Nie zaprosiła mnie bezpośrednio, ale powiedziała TS, żeby przekazał wieści. O imprezie dowiedziałam się od innej koleżanki, która pytaniem "To jak idziesz?" rozpoczęła pełną znaków zapytania rozmowę. Nie chciałam, żeby była ona związana jakoś z TSowym zapomialstwem, więc nie siałam fermentu. Czemu mi nic nie powiedział?! O zabawie wie już jakiś tydzień. Rozumiem, praca. Rozumiem, rodzinne uroczystości (jakiś chrzest mu wypadł). No, ale sory - napisanie smsa nie zajmuje dużo czasu. Nie proszę się o gońca z kwiatami w drzwiach. Oj, wkurwił mnie. Daje mu czas do wtorku.. środy. Jeśli się nie odezwie chociażby jednym słowem, będziemy musieli poważnie porozmawiać. Ale nie jestem taka urocza i nie napisze mu wiadomości. Nie, nie. Pojawie się na imprezie i serdecznie przywitam go w drzwiach. Tak, kurwa. Mściwa ze mnie bestia. Chyba, że napisze.. Na co bardzo liczę, bo kolejna kłótnia to nie na moje nerwy.

Apropo tej osiemnastki - nie mam pojęcia co ewentualnie zaloże. Pojęcie "impreza na luzie" jest przeze mnie przeklęte. Dlaczego? Zawsze, gdy zrozumiem je dokładnie i wskoczę w parę jeansów oraz jakąś fajną górę, okazuje się, że 90% uczestników jest w sukienkach, które bezsprzecznie nie można uznać za LUŹNE. Zaś, gdy dodam do całego outfitu nutkę elegancji, to wyglądam jak panna młoda w chlewie przepychając się przez gromadę ludzi w trampkach, jeansach i starych t-shirtach. Co na to zaradzić? Jeszcze nie wymyśliłam. Prawdopodobnie znalezienie rozwiązania zajmie mi kilka nieprzespanych nocek. Cholera...
  • awatar mięta: zaloz jakas kiecke ale nie weselna :) ja zawsze tak robie
  • awatar denaturat: oj nie, stanowczo nie należę do typu "nektarynka na śniadanie" :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Okej, nich mi ktoś wytłumaczy - mówi się o dziewczynach, że wyobrażają sobie NIE WIADOMO CO i wyolbrzymiają rzeczy nieistotne, ale co z facetami? Przecież oni nazywają nas szmatami, bo raz czy dwa spotkałyśmy się z kolegą, to oni zakochują się na zabój, a później każdy gest określają jako ten wabiący. Dzisiaj rano zakupy. Oczywiście, nic nie kupiłam, bo mam okres i wrażenie, że we wszystkim wyglądam jak wieloryb. Spotkałam w trakcie bieganiny po sklepach Robin Hooda. Nie widziałam go kooopę czasu, więc na jego widok uśmiechnęłam się, podeszłam i przywitałam buziakiem w policzek - jak to zawsze robie ! Potem było bla, bla, bla i jakieś "Musimy się spotkać", a po wejściu do domu eska "Tęskniłem *". WTF?! Aż mnie serce boli, że tak go ignoruje. Bo wiem, że cokolwiek bym nie napisała zostałoby zrozumiane zupełnie inaczej. Zrobiłabym kurewskiego buziaczka i pewnie już bym miała go pod furtką z bukietem kwiatów. To nie był żart - jego poprzednia wielka miłość miała te same problemy co ja i właśnie stał przy jej drzwiach z bukietem kwiatów (jakiś polnych xP) i zaprosił ją na pizze, a po dwóch takich spotkaniach padło pytanie "Będziemy razem?". Dlatego walcze dzielnie, ale wole na odległość.
 

 
Małe sprawozdanie z ostatnich dni mojego życia.

Otóż moja "ekipa" - jak to dziwnie brzmi - zmieniła się nie do poznania. Nie wiem co jest tego podstawą, ale wyobraźcie sobie, że od jakiegoś miesiąca za każdym razem jak się z nimi spotykam to pijemy/piją. Na początku wydawało mi się to zwyczajnym dobrobytem w posiadaniu alkoholu. Potem już mnie to nudziło, ale spoko - co kto lubi. Ale ostatnio zwyczajnie mnie roznieśli. Siedzimy u kolegi, rozmawiamy, jest wesoło. W pewnym momencie wchodzi zawiedziony gospodarz i mówi, że dzisiaj bezalkoholowo z powodu braku funduszy. Jak na to zareagowała reszta? Dwie dziewczyny stwierdziły, że idą do domu, bo tak bez sensu. Pewna parka zwinęła się na inną imprezę, bo "tam witają gości należycie", a pozostali stali się jacyś osowiali. Z wyraźnie zabawnym tonem spytałam czy nie potrafią już bawić się bez wódy. Po czym usłyszałam "Odezwała się ta co nie pije". Potem dobrą godzinę rozmawialiśmy o tym, że te ich pijacki imprezy odbywają się regularnie co dwa, trzy dni od miesiąca, chociaż oni uważali, że wcale tak nie jest. Nie wiem też co miała znaczyć ich uwaga. Nie mówie, że jestem stu procentową abstynentką, ale nie pije na każdej imprezie. Z reguły pojawiam się w dobrym humorze i wypijam dwa piwka w ramach orzeźwienia - nie nastrojenia się. Potem było dużo bla bla bla i poszłam w cholerę. Naprawdę nie chcialam się kłócić, bo konflikt z nimi był ostatnim co mi potrzeba, ale zaczęło się dość delikatnie, żeby trójka moich szanownych kolegów obległa mnie jak pajęcza sieć i próbowała w niej udusić. To, że pozostali nic nie mówili lub co jakiś czas im przytakiwali świadczył sam za siebie. W końcu zrobiło mi się przykro, zwinęłam mandel i wróciłam do domu prawie rycząc. Jak to jest, że jak się pierdoli to we wszystkich dziedzinach życia. Mija już prawie drugi tydzień od wspomnianiego spotkania i z większością osób, a przynajmniej trójką, która na mnie naskoczyła wogóle nie rozmawiam. Nie chodzi o to, że nie chce. Z jednej strony boję się cokolwiek napisać, a z drugiej to dlaczego ja mam być ta PIERWSZA skoro byłam wśród innych najmniej winna wywołanej kłótni.

Inna kochana koleżaneczka od jakiegoś czasu traktuje mnie jak BLOGA. Tak, dokładnie. Rozmawia ze mną, gdy jej coś na sercu leży, przychodzi do mnie, gdy chce opowiedzieć o jakiejś niezapomnianej imprezie, a większość naszego dialogu wysłuchuje "Ja, ja, ja, ja ..". A gdy ja zaczynam cokolwiek mówić to zwyczajnie wciska mi się w zdanie i zaczyna swoje pierdolenie. Rozumiem jeden dzień pełen wrażeń. Chce się wygadać. Jednak tydzień dzień w dzień słuchać o "pamiętnym weekendzie"? Nie, dziękuje.

Powinnam się czuć odrobinę samotna, ale jak to z reguły bywa w takich sytuacjach odzywają się przyjaźnie z dawnych lat. Dzisiaj pierwszy raz moje włosy ułożyły się jak powinny i miałam urocze, zadziorne loczki. Spotkałam mojego kolege, który z drugiego końca marketu darł się "NIE WIERZE ! NIE PROSTUJESZ JUŻ WŁOSÓW?!". Taa... Prostownica w torbie to była moja cecha charakterystyczna przez pierwsze lata technikum . Potem gadaliśmy, gadaliśmy. W tym czasie młody zasnął, więc jeździłam z nim po okolicy czekając aż się obudzi, bo nagłe pobudki podczas przenoszenia psują mu humor, a potem to już ratuj się kto może. Takie pierdolenie o dawnych czasach, co tam u ciebie i co robiłeś jak cię nie było było bardzo przyjemne.
  • awatar mięta: Twoje towarzystwo troche pustka zapierdala a ta parka wyjebana co poszla tam gdzie , witaja nalezycie ' to mnie rozjebala na lopatki. zreszta, co to za zwyczaj zeby gospodarz kminil alkohol? to nie urodziny kurwa, on daje dom a kazdy we wlasnym zakresie. posrani ludzie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj trochę o tym co mnie ostatnimi czasu wkurwia. Czerwona armia napadła dzisiaj ziemię Holly Holiday, więc to normalne, że jakaś poddenerwowana chodzę. Ale to o czym dzisiaj napisze wkurwia mnie niemiłosiernie od dość dawna, a dokładnie od momentu, gdy wziełam się za poszukiwanie pracy.

Poszukiwanie pracy to bardzo pracochłonny, męczący proces i często wymaga od nas nie lada cierpliwości w oczekiwaniu na jakiekolwiek skutki. Jestem tego żywym przykładem, bo poszukiwanie pracy zaczęłam jakoś w połowie czerwca i dopiero w zeszłym tygodniu pojawiły się tego pierwsze efekty. Ciężko było, ale najważniejsze to się nie poddawać. Jednak są takie elementy w naszym społeczeństwie, których dwa słowa potrafią doprowadzić do czerwoności, a także wpłynąc na utratę chęci w dążeniu do celu. Zapewno przykład, który poniżej opisze znalazłby zastosowanie również w innych dziedzinach życia. Jestem wręcz pewna, że chociaż raz każdy z nas spotkał się z takim demotywatorem, który to doprowadził nas do porzucenia określonego zajęcia lub opóźnił trochę nasz rozwój.
Otóż mam pewną kuzyneczkę. Bardzo sympatyczna osóbka, ale dość specyficzna. Łatwo doprowadza człowieka do furii swoim leniwym życiem i zaprzeczeniem temu, bo przecież ona nie ma na nic czasu. Nie skończyła zawodówki, bo wielkie problemy z pracodawcą miała, więc przeniosła się do "szkoły dla dorosłych". Jak to zachęcająco brzmi. W wyniku czego w szkole spędza dzień, góra dwa na tydzień. Po naszej ostatniej rozmowie, gdzie to mówiłam, że szukam pracy i bla bla, ona stwierdziła, że też musi sobie coś znaleźć, bo na łeb dostaje siedząc całymi dniami w domu. No, okej. Dzisiaj piszę z nią i tłumacze jej jak ciężko jest u mojego obecnego pracodawcy, że mało zarabiam, ale siedze tam dopóki nic nie znajdę, bo co ja będę w domu robić. Napisałam też coś w stylu, że wysłałam CV w tyle miejsc, że jak zadzwonią to nie będę wiedziała z kim właściwie mam do czynienia. No i wywiązął się taki dialog:
K - Ale ty jesteś naiwna
J - Że he?
K - Ty jeszcze wierzysz, że oni zadzwonią? Przecież nie masz prawie wogóle doświadczenia, to czemu niby mieliby cię przyjąć
J - Ja pieprze.. Dziekuje ci, pracowniku z dwudziestoletnim doświadczniem, który to znalazłeś dla mnie chwile na rozmowę, bo przecież jesteś tak zabiegana. Nie to co ja - ta która dzień w dzień na dupie siedzi i mówi jak to roboty potrzebuje, a do przodu o krok się nie ruszy.

Powiedzcie mi, co to kurwa było?! I żeby to ona była jedna jedyna. Z kimkolwiek rozmawiam to mi pierdolą, że nie mam co liczyć na szybkie znalezienie pracy, bo przecież nie mam doświadczenia. Z reguły staram się łeb trzymać do góry i żyć nadzieją, ale mam chwile załamania. Momentami aż mi się ryczeć chce, bo czuje w kościach, że skończę jak taka kocia ciotka w domu na zasiłku dla bezrobotnych czy utrzymywana przez rodziców. A ja potrzebuje niezależności !

Oczywiście, najlepsze jest wsparcie bliskich. Co im wspomnę o jakiejś ofercie słyszę "Ty sobie nie dasz rady. Nie dla ciebie taka robota. Gdzie ty w pralni?! Hahaha". Podnosi na duchu jak świety Piotr. Większym wsparciem wykazała się rodzina koleżanki, która to pomaga mi znaleźć pracę w sąsiedniej miejscowości. Aż mi się łezka w oku zakręciła jak to pisałam. Kurwa mać. Wy też przez to przechodziliście/przechodzicie?
  • awatar mięta: ja Cie absolutnie rozumiem. ludzie uwielbiaja gadac farmazony, wgl nad tym nie mysla,a sa osoby ktore sie tym po prostu przejma. jeszcze sa na tyle bezczelni ze sami nic nie robia, nie proboja, ale wiedze na ten temat maja najwieksza.. hipokryci!
  • awatar Ekscentryczna: ja wierzę że Ty ze swoją ambicją, siłą i zapałem w końcu znajdziesz upragnioną dobrą pracę. I chuj, że będziesz musiala na to na pewno trochę poczekać, bo przecież dobre oferty pracy z nieba nie lecą, ale przeciez warto poczekać, na pewno coś się trafi, a tej twojej kuzyneczce mina zrzędnie i wtedy będzie chwalić lub wrecz przeciwnie powie ci ze taka robota to nie robota, albo ze co to takiego niby wielkiego, ale nie przejmuj sie idz do przodu, dasz rade, wierze w Ciebie, nie przejmuj sie takimi elementami :)
  • awatar Ekscentryczna: Ja pracuję, ale jeszcze nigdzie na stałe, tylko na okres wakacji, z tego punktu widzenia nawet byle jaka praca wsrod moich znajomych uwazana jest za dobra - bo jest kasa. gdybym szukala czegos na stale, to na pewno te leniwe dupy, ciocie dobre rady, ktore w zyciu nic a nic nie robily dobilyby gwóźdź do trumny takimi bądź podobnymi słowami. Ludzie tacy sa, nie kontroluja sie, albo sa zawistni, bo sami nie pracuja. Tak, tak, uwazaja ze trzeba czlowieka zbesztać, zmieszać, nie robić mu nadziei. No cóż, w dupie to miej, tak jest i koniec, zawsze znajdzie sie taki ktoś kto odetnie skrzydła,
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Okej, nie mam dużo czasu, ale skobnę wam coś tutaj.
Tak więc moja praca polega na pakowaniu kosmetyków. Nieraz można ładnie zarobić, nieraz naprawdę fatalnie. Z reguły jednak narobisz się jak cholera, a dostaniesz na talerzu wychudzonego wróbelka. Jednak lepsze to niż siedzenie w domu. Mój okres próbny trwa do końca przyszłego tygodnia. Potem spotkanie z panem kadrowym, który spyta czy chcemy kontynuować pracę na produkcji czy zwijamy się. Do tego czasu próbuje kontaktować się z innymi firmami, które znalazły się w moim notesiku potencjalnych pracodawców. Dzisiaj dość szczęśliwy dzień, bo udało mi się do dwóch dodzwonić.

Czuje, że z TS jest coraz gorzej. To znaczy nasza relacja. Jakby miała zaraz przestać istnieć. Widzimy się rzadko. Napradę rzadko. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że mi wogóle nie przeszkadza taki stan rzeczy. Właściwie to spotaknie z nim już nie działa jak "odstersowanie".

Ciągle leje. U was na pewno też ciężko wyjść z domu bez parasola. O moim wypiździejewie nawet w wiadomościach mówili, więc faktycznie źle się działo. Z reguły najgorsze rzeczy omijały mój region, a tu masz ci los. Mam nadzieje, że chociaż od sierpnia zaczną się znowu upały, bo wolę się pocić niż sklejać kolejną pare butów.
  • awatar Gość: Gratuluję znalezienia pracy :) I powodzenia w dalszych poszukiwaniach. Pogoda faktycznie mało wakacyjna, mój kawałek Wielkopolski na szczęście omijają jakieś poważniejsze burze. Słońca życzę - nad głową i w uczuciach ;)
  • awatar mięta: to to jest praca na akord? i czy pakujesz do gazet czy jak:)
  • awatar Holly_Holiday: @buch dymu skurwysynu.: No way :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wiadomość z ostatniej chwili !! Mam pracę . Mam, kurwa jebana mać, pracę!!! Zaczynam od jutra i jestem tak szczęśliwa, że zdecydowałam się nawet kupić piwo pewnemu panu spod sklepu. Hell Yeah ! O szczegółach napiszę w piątek rano, bo sama nie wiem dokładnei jak to wszystko wygląda . Kocham WAS !!
 

 
Źle sie dzieje na ziemii Holly Holiday. Wyparowałam. Nie wiem dokładnie jak się określić, ale doszło do mnie, że stres może faktycznie doprowadzić do depresji. Nie ! Nie jest ze mną tak źle. Chociaż nie daje sobie rady sama ze sobą to jednak towarzyszy mi ten czarny humor. Opuścił mnie ten spokój. Bo wiecie.. Może tutaj pisałam jaka to jestem wkurzona, a blog aż ociekał pesymizmem, ale potrafiłam usiąść, powiedzieć sobie "Będzie dobrze. Dasz radę. Jak nie ty to kto." (taka mantra) i znowu mieć ten stan nazywany często "wyjebane".
Obecnie jest jakoś tak... Nie wiem jak to nazwać. Chcę przebywać z ludźmi, czuje potrzebe bycia z nimi, ale bardzo łatwo doprowadzają mnie do WKURWIENIA. Denerwuje mnie to, że narzekają na swój żywot, skoro ja wszystko wykrzycze na blogu i im daje świety spokój. Denerwuje mnie, że narzekają na swoją pracę, skoro oddałabym obie nerki, żeby ją mieć. Denerwuje mnie, że mówią o miłości, dla której ja teraz nie mam czasu. Denerwuje mnie, gdy cały czas się uśmiecham, żeby potem usiąść gdzieś w samotności i odczekać aż przejdzie kurwica.
Poza tym denerwuje mnie to, że dużo czasu spędzam w domu. Większość tego czasu dziele między książki, braciszka i szukanie pracy. Wygląda to mniej więcej tak: wstaje i opiekuje się małym; gdy ma drzemkę siadam przed komputerem i zaczynam wertowanie nowych ofert; potwór powstaje i bawię się z nim aż do powrotu rodziców, czasem gdzieś wyjdziemy; gdy przychodzi rodzicielka znowu ląduje nad klawiaturą i męcze wujka google szukaniem zatrudnienia; wkurwiam sie i sięgam po książki, żeby nie myśleć już o tej pierdolonej robocie.
Zajebista egzystencja, co nie? Weekendy spędzam z znajomymi, ale robie to raczej, żeby się nie czepiali, żeby nie wypytywali niż - jak dawniej - z cholerną przyjemnością.
Tak więc czuje, że BEZROBOCIE zaczyna mnie powoli, ale solidnie dosięgać. Zdarza mi się mieć ochotę wypłakać się w poduszkę, ale pierwsze co przychodzi mi na myśl, gdy oczy zamieniają się w tafle to świadomość, że jestem silnym babskiem i takie gówno jak praca nie doprowadzi mnie do łez ! Oj, nie dam się ! Słyszysz, zasrany rynku pracy !

No i przesadzam z kawą, bo znowu dopadła mnie bezsenność. Ostatnio sypiam po 3 godziny na dobę będąc przyjebana pozostałe 21. Źle się dziej, źle.
  • awatar mięta: ja mam prace ale tak mmi sie do niej nie chce chodzic ze wcale nie mam lepiej..;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnimi czasy, gdy wybieram się na jakąś imprezę to ktoś musi ucierpieć fizycznie. Bo emocjonalnie to raczej norma w towarzystwie alkoholu. W pamiętną sobotę skończyłam się i wróciłam cała poobijana. Podczas działkowania poharatałam całe nogi, a co wczoraj? Mój szanowny kolega dostał krwotoku z nosa. Na początku dość niewinnie, żeby to później pizgało czerwienią na wszystkie strony. Oczywiście nie był w stanie siebie ogarnąć, więc najpierw pomagałam mu chusteczkami, żeby później wspomóc się tamponem. Filmy uczą. Zostawiłam go na chwile samego, bo chciałam trochę potańczyć. Wracam - nie ma go. Panika, że gdzieś poszedł, coś mu się stało, bo jak relacjonowali inni zdarzało mu się to ostatnio dość często. No to TS pod pachę i ruszamy na poszukiwania. Znaleźliśmy go gdzieś w miejscu, którego słowa nie opiszą. Siedział, krwawił i płakał. No to chusteczkowy zatykacz do nosa i mi się wypłakiwał na ramieniu. Łzy faceta zawsze mnie wzruszają, więc po jakimś czasie sama lekko przeciekałam. Szkody? Bluzka cała od krwi. Co więcej. Później trzeba było go jakoś ogarnąć, więc hej ho przerzuciłam jego rękę przez ramię i idziemy. IDZIEMY dokładniej oznaczało ja ide i ciągne jego. Dotarliśmy do domu, w którym to czekało na nas posłanie. Położyłam go. Odsiedziałam chwilę czy wszystko przeszło. Siedziałabym do rana, bo bardzo się martwiłam, ale.. zasnęłam. Taak, padłam. Rano się budzę, bo było mi cholernie gorąco, a kolega całym swoim ciałem leży na mnie. Zanim się spod niego wydostałam zdażył.. zwymiotować. Szybko zapożyczyłam się w dostępne ciuchy, bluzke wrzuciłam do zlewu, żeby najgorsze z niej zeszło, a kolega do południa pozbywał się zawartości swojego żołądka. Uwierzcie mi - myślałam, że mi tam odjedzie. Pocił się, głowa go bolała, a każdy łyk wody podowował litr wymiocin. Nie wyrabiałam z wymienianiem miski. Potem poszły w ruch jakieś polecane przez mamę leki i zasnął. W takich chwilach stwierdzam, że chciałabym mieć taką koleżankę na imprezy, jaką ja jestem. Chociaż sobie mówi "Pierdole ! Po co pił !" to i tak w końcu się osobą nawaloną opiekuje. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile nocek zawaliłam przez takich degeneratów. Eh.. Moi kochani chłopcy.

Nockę zawaliłam, więc gdy tylko powróciłam na swoje łoże padłam jak ten śmieszny ptaszek. Obudziłam się po południu, więc bardzo prawdpodobne, że z czystych nudów zafunduje wam jeszcze jedną notkę w godzinach uznawanych za nocne.

Może to dziwne, ale odczuwam potrzebe pójścia do kościoła. Nie na mszę, ale iść, usiąść w ławce i tam trochę posiedzieć. Może potrzeba mi jakiś nadprzyrodzonych mocy, żeby poukładać niektóre sprawy. W kwestii mojej wiary to nie wiem czy mogłabym się nazwać ateistką, ale wierzącą też nie do końca. Wierze w to co nasza wiara - nie księża - przekazuje. Jednak... Czy temu potrzebne są jakieś cuda? Skąd pewność, że Jezus nie był zwykłym ludkiem, który to mówił mądrze ludziom o ograniczonych horyzontach. Posłuchali go, a że wydał im się kimś niezwykłym przypisali mu pochodzenie boskie. Natomiast sam Jezus wierzył, że czuwa nad światem jakaś wielka siła, którą nazwał Bogiem Ojcem. Może być?
  • awatar mięta: ja tez spedzilam tak sobote slyszac , ej, ale nie zostawisz mnie??' . tak a propo, dziwic sie ze poszedl w pizdu, ja bym go nie mogla tak zostawic samego sobie. nie dosc ze najebany to z tym nosem..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Oto historia pewnego czworokąta, w którym tylko trzy osoby są siebie warte. Dwie parki. Dla zachowania anonimowości nazwijmy ich Adam i Ewa oraz Jaś i Małgosia.
Adam bardzo kochał Ewkę. Była dla niego całym światem. Jednak zaliczał się do domatorów, którzy zamiast szaleć na imprezach preferował wylegiwać się przed telewizorem. Dziewczyna będąca rządną przygód sztuką zaczęła sie z nim męczyć. Pewna impreza, na której była bez towarzystwa swojego chłopaka doprowadziła do pocałunku i delikatniejszych pieszczot z Jasiem. Oczywiście, świadkowie naoczni powiedzieli o tym zarówno Adamowi, jak i Małgosi.
Adam przeprowadził rozmowę z Ewą, w której ta powiedziała, że "Wiem, że cię zraniłam, ale nie żaluje tego". Chłopiec się załamał. Gdy dowiedział sie, że właśnie Jasiu jedzie pociągiem do jego miejscowości postanowił na niego zaczekać. Rozmowa między nimi wyglądała mniej więcej tak:
A: Zdajesz sobie sprawę, że rozjebałeś mój związek, że ja ją zajebiście kocham?
J: No tak.
A: Wiesz, że to wszystko twoja wina?
J: Wiem.
A: Wiesz, że powinienem ci najebać?
J: No wiem.
Do rękoczynów nie doszło. Oczywiście, Adam załamany. I tutaj kilka przykładów dlaczego serce Adasia po uczy zakochane w Ewce jest głupie. Gdy Jasiu wizytował u Ewki, dziewczyna zadzwoniła do Adama, czy ten nie raczyłby odwieźć Jasia do domu. Odwiózł. Adam i Ewka wybrali się na spacer, po którym to Adaś odwiózł dziewczyne prosto pod dom Jasia. Tego samego dnia obaj panowie zostali znajomymi na pewnym portalu społecznościowym.
Jaki koniec historii? Jasiu stwierdził, że będąc z Małgosiom kilka lat kocha ją bardziej niż Ewke. Jednak Małgosia - najrozsądniejsza z całej ekipy - powiedziała, że skoro zdradził to niech trochę się postara, bo ona mu OT TAK nie wybaczy. Co zaś zrobił Adam? Przyjął Ewkę w swoje ramiona zapominając o całej krzywdzie i tym, że "nie żałowała".

Nie znam tych ludzi tak dokładnie, ale kojarze ich z widzenia i dużo się o nich nasłuchałam. Ta historia oparta jest na faktach, a wszelkie podobieństwa imion są przypadkowe. Co o tym sądzicie?
  • awatar akinomvera: hmm zakrecone,aczkolwiek znam pare takich ewek;)
  • awatar Gość: Dzięki za dobre słowo :) Fantastykę czytam, rozeznania jakiegoś imponującego co prawda nie mam, ale dwóch autorów mogę polecić zawsze - po pierwsze Pratchett, Pratchett i jeszcze raz Pratchett! Inteligentne, zabawne fantasy z mnóstwem różnorakich odniesień, po prostu cud, miód i orzeszki. Świat Dysku liczy sobie ponad czterdzieści tomów, można w nich wyróżnić kilka serii - moja ulubiona to ta o Straży Miejskiej (pierwszy tom to Straż! Straż!). Kapitan Vimes, Vetinari, Babcia Weatherwax, Niania Ogg, a nawet Śmierć - masz do wyboru całą galerię genialnych postaci, możesz śledzić losy tylko ulubionego bohatera albo dać się wciągnąć całkowicie. Polecam to drugie ;) Jeśli preferujesz lekturę z dreszczykiem - Edgar Allan Poe, zdecydowanie. Opowiadania co prawda dość leciwe, ale ciarki na plecach gwarantowane. Mój ulubiony tekst to Maska Czerwonego Moru ( lub Czerwonej Śmierci, zależy od daty wydania). Odradzam czytanie wieczorem, raz, że strasznie wciąga, a dwa, że strasznie ;)
  • awatar najslodszysmutek: hahah dobrzy sa xD ide na harrego:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Co do pracy to zrodziło się kilka propozycji:
a) pralnia chemiczna, w której człowiek narobi się jak cholera i płacą.. dobre, ale podobno za taką harówkę nie warto.
b) pakowacz, sortowacz, czyli krótko mówiąc produkcja. Jak wyżej - narobisz się jak wół, ale już znacznie lepiej płacą. Podobno ciągle szukają ludzi i niby jest autokar z mojej miejscowości, ale nie wiem czy są w nim jeszcze wolne miejsca.
c) pakowacz w innej firmie produkcyjnej. Praca na akord, więc im więcej wyrobisz, tym więcej zarobisz. Kolega, który tyrał tam w zeszłe wakacje mówi, że można do 1600 miesięcznie wykołować. Prawdopodobnie mamy dojazd, ale trzeba jeszcze się z właścicielką auta skontaktować. Ona zadecyduje o naszym losie.
d) firma w naszej miejscowości - też produkcja. Nie wiem dokładnie o co chodzi, nie znam stawki, ale fakt "na miejscu" jest dużym atutem.

Jutro cały dzień przy telefonie. Już widzę rachunek za ten miesiąc..

Co się okazało? W sierpniu odwiedza mnie rodzinka z Francji i oczywiście przywiozą masę prezentów. Trzeba więc im coś też kupić, a mama już ma wystarczające problemy finansowe. We mnie nadzieja. I jeszcze te cholerne studia.. Mam wrażenie, że mi włosy coraz mocniej wypadają TT_TT

Ale . Odwiedził mnie dzisiaj TS. Jemu udało się znaleźć robotę. Obiecał, że jak się nie uda to nam pomoże, ale jestem osobą, która nie lubi pożyczać od kogoś pieniędzy nawet w skrajnej sytuacji, więc na pewno podziękuje. No, ale gest miły. Opowiadał mi trochę o tym co porabiał w czasie naszej rozłąki. Jestem pocieszona, że nudził się tak samo jak ja .

Moja lampka całkiem się wypaliła, więc kiepsko widzę co moje klawiaturka prezentuje, dlatego o dość ciekawą historię, która spotkała moich znajomych poznacie jutro. Właściwie pokazuje ona jak żałośni są ludzie, jak są naiwni i że mimo wszystko kobiety manipulują facetami. Aż mi za to wstyd.
  • awatar Gość: Nie zniechęcaj się już na starcie i nie martw się o zbyt wiele rzeczy na raz - sprawdzona metoda, czasami warto troszkę poczekać, a wszystko się jakoś powolutku rozwiąże. Oferty "produkcyjne" jak najbardziej warto sprawdzić samej, harówka i marna płaca to pojęcia względne, a przy odrobinie szczęścia i z transportem nie będzie problemu. Tylko z pralnią chemiczną radzę uważać, zwłaszcza, jeśli masz np. wrażliwą skórę albo nosisz okulary lub soczewki, też sprawdziłam na własnej skórze :(
  • awatar mięta: WIESZ CO.. nigdy nie sluchaj sie tego co mowia znajomi na temat roboty. ja poszlam do jednej, wszyscy narzekali ze mega harowka za kiepskie pieniadze... wychodzi mi dyche za godzine, chodze na nocki, a jak wracam to nigdy nie moge usnac nawet bo NIE EJSTEM AZ TAK ZMECZONA. nie kieruj sie opiniami, sama sprawdzaj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jeżeli kiedykolwiek przeczytacie w gazecie, że redaktor nie rozumie dlaczego to Polacy wyjeżdżają za granicę - nigdy więcej nie kupujcie tego czasopisma, bo zwyczajnie człowiek od rzeczy pierdoli. Wyobraźcie sobie to - ogłoszenie o wspomnianej przeze mnie wczoraj pracy wywieszono w poniedziałek. Dzisiaj mamy środę, więc wisi ono niecałe trzy dni. Pewna, że szybko znajdą się chętni na tą robótkę wyruszyłam już przed 8. Doszłam. W całym przedsiębiorstwie był jeden nieszczęnik, który powiedział, że już ma 20 chętnych, a potrzebuje tylko trzech. Jednak był na tyle miły, że wpisał nas na listę oczekujących odpowiedzi. Wziął nawet numery telefonu, żeby zadzwonić. Mhm.. Równie dobrze mogłabym dać swój numer reżyserowi American Beauty i czekać na odpowiedź do roli seksownej szmaty .

Czyli znów wracam do poziomu nieszczęśnika poszukującego pracy. Dzisiaj znalazłam masę ofert. Pakowanie odzieży, praca w pralnii chemicznej, praca przy produkcji klamek (taa..) czy opiekunka dla dziecka. Ta ostatnia oferta jest najbardziej opłacalna, bo wychodzi 10zł na ręke za godzinę, ale nie wiem dokładnie czy jest to praca "na zawołanie" czy pełen etat.

Do tego zaczęłam intensywnie myśleć o studiach. Potrzebna mi jest praca, żeby mieć z czego je opłacić, więc będę składała podanie dopiero, gdy coś sobie wykombinuje, ale chętnych do mojej uczelni jest tylu, że obawiam się nie_załapania ;/.

Ciężka dola świeżaka na rynku pracy. Chyba wizyta w firmie wspierającej takich nieszczęśników jest koniecznością...
  • awatar Gość: Ja trzy razy zostawiałam podanie w lumpeksie, gdzie poszukiwano dziewczyny do rozładunku ciuchów i ogólnej pomocy, odzewu brak, a ogłoszenie jak wisiało, tak wisi. A z byciem opiekunką lepiej uważać - są dzieci, przy których stówa na godzinę wystarczy akurat na opatrunki i środki uspokajające ;) W każdym razie powodzenia w poszukiwaniach życzę!
  • awatar mięta: okres po ,egzaminie dojrzalosci' jest okrutny
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
BIG NEWS ! BIG NEWS ! Udało mi się (a właściwie mojej koleżance) znaleźć ciekawą ofertę pracy. Nie mam pojęcia na czym ona dokładnie polega, nie wiem ile płacą i jak się wszystko prezentuje. Dlaczego więc uznałam ją za ciekawą? Boo... JEST W MOIM WYPIŹDZIEJEWIE ! Tutaj znaleźć pracę to sukces. Niemożliwość czystej krwi. Jest to bardzo mała miejscowość, gdzie znajduje się dużo ludzi dojeżdżających do pracy nawet godzinę, więc gdy tylko coś się zwolni tłumy rzucają się na określone stanowisko. Dlatego w sklepie bieliźniarskim znajdują się kobiety wogóle nie przystosowane do takiej pracy, a dziewczyny za kasą często obsługują nas pół godziny. Ciężko, ciężko. Właściwie to jest dostępna oferta pracy za kasą w sklepie monopolowym, jednak płaca jest po prostu śmiesznie niska. Dziewięc stówek. Powiedziałby ktoś - brać co dostępne, ale warunkiem podjęcia pracy jest podpisanie umowy na czas nieokreślony. Wyobraźcie sobie, że z tym 900zł musiałabym oddać mamie pieniądze na życie, zafundować sobie ewentualne studia, a w przyszłości jeszcze opłacić mieszkanie. No kurde.. Z jednej strony korci mnie, żeby wziąść to i najwyżej rzucić, gdy natrafie na jakąś konkretniejszą ofertę, ale uważam siebie za pracownika więcej wartego . Tak więc jutro śmigam zobaczyć jak robótka z początku posta i mam nadzieje, że mnie wezmą. Trzymajta kciuki .

Pan TS zaprosił mnie do siebie na noc. Mam mu towarzyszyć przy oglądaniu filmów, wpieprzaniu chipsów i wogóle. Powiedziałam, że nie wiem, bo.. nie wiem. Niby fajnie by było rozerwać się, pogadać z nim i wogóle, ale jak znowu spoczniemy w pozycji dwuznacznej, a wątpie, żeby powstrzymano mnie po raz drugi. Co jeśli chwyce go za łachy, wskocze na niego i zaczne.. ujeżdżać byka. Znów pierdole.

Wiecie co mi się śniło? No, ja cie proszę - takiej zjebanej mózgownicy jak ja to nikt nie ma. Mówiłam moją prezentację maturalną przed Bogiem.. Taa.. Chyba kościół mnie wzywa .
  • awatar Gość: Mój kolega z powodzeniem utrzymuje sześcioosobową rodzinę za 937,42zł miesięcznie ;) Trzymam kciuki za powodzenie rozmowy kwalifikacyjnej, u mnie już nawet na zbiór wiśni czy innego owoca szans nie ma, tylu chętnych. Sen z Bogiem może być proroczy, wszystko zależy od ego egzaminującego ;)
  • awatar Ekscentryczna: masz chore sny :) hahaha rozbroiło mnie to. a co do pracy, skoro uważasz, że można wziąć ją to próbuj! nic nie stracisz. zawsze jakaś kaska będzie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Okej, okej. Względnie humor wrócił. Dlaczego? Pamiętacie kolegę, z którym miałam dziwne sny? Wraca dzisiaj, więc pewien zakres działalności mojego umysłu zostanie sprostowany. Albo zwyczajnie przesadzam, albo faktycznie coś się stało. Zobaczymy.

Z ojcem jak z ojcem. Udaje, że nic się nie stało. Rozmawiam z nim tylko tyle ile wymaga ode mnie określona sytuacji, np. "Obiad" i koniec .

Ostatni tydzień był swojego rodzaju odwykiem od chłopaków. Tak, uwielbiam towarzystwo płci brzydszej, ale jakoś tak - nie planowałam tego - wyszło, że nie spotykałam się, nie rozmawiałam z żadnym kolegom przez tydzień. Ograniczałam się do towarzystwa dziewczyn, a gdy przychodziła jakaś durna wiadomość od posiadacza penisa zwyczajnie ją ignorowałam. Takie stan rzeczy sprawił, że doszłam do dziwnego wniosku - wszyscy kolesie, których tak "kochałam" (podobno..) i o których to pisałam bardzo obszerne notki, nie są jakoś wyjątkowo dobrze ulokowani w moim serduchu. Chyba gdybym faktycznie kochała takiego Glutena, to na wiadomość o tym, że ma pannę rozbeczałabym sie, załamała, zamkneła w czterech ścianach i słuchając najbardziej depresyjnej listy przebojów ubolewała nad swoim losem. A tu nic. Chyba jednym konkretniejszym facetem, na którego patrze z sentymentem jest.. uwaga.. Robin Hood. Czemu? Za cholere nie wiem, ale trochę przypomina mi mnie .

Pofarbowałam włosy. To znaczy odświeżyłam stary kolor. Dzisiaj biorę się za doprowadzenie moich stópek do perfekcji i czekam na słońce, żeby pokazać się w moich naprawionych sandałkach .
  • awatar mięta: badz co badz, nudno by bylo bez nich..
  • awatar najslodszysmutek: ja tez dzisiaj stopki do perfekcji doprowadzam;D slonca niestety nie ma;(
  • awatar Gość: Teraz to już nie mam wyjścia, glany xD Co do Robin Hooda - lubisz biegać po lesie w rajstopach? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
TS... Mój TS... Czasami to dziękuje Bogu, że go mam. Oczywiście, z całą jego osobą związane jest masę wkurwień, ale nawet nie wiecie jaką ulgę czuję na sercu jak z nim rozmawiam. Po prostu zapominam o wszystkim co akurat mnie męczy. Standard, pokłócimy się o coś, mała wymiana zdań, ale dzięki takim upadkom nasza znajomość żyje. Momentami wydaje mi się, że dzień, w którym się zobaczymy ostatni raz będzie tym samym dniem, w którym powiemy sobie, że się kochamy i że dalsza część naszego istenienia - bez siebie - jest zwyczajnie nieudaną próbą szukania drugiej takiej osoby. Wiecie co.. Ja chyba go kocham. Ale są różne rodzaje miłości. Inaczej kochamy mamę, inaczej ojca, inaczej przyjaciół, chłopaka, męża. To co do niego czuje to taki swoisty rodzaj miłości.

Chaotycznie. Jeśli mogłabym przesłać mu jakąś telepatyczną wiadomość, znaki dymne czy cokolwiek co dowodziło by jego ważności w moim życiu, powiedziałabym "Dzięki, że jesteś kiedy cię potrzebuje. Dzięki, że nie muszę ci mówić, że cię potrzebuje. Dzięki, że mnie wkurwiasz i sprawiasz, że się kielcze do słuchawki. Dzięki, że udało mi się ciebie spotkać. Dzięki, że mi ufasz. Chce być dla ciebie tak samo ważna jak ty dla mnie". Znaki dymne odpadają. Przy takiej ilości słów byłaby druga chmura wulkaniczna (trzecia?).
 

 
Jeśli ktoś powiedziałby mi, że przeżyje moje dzieciństwo po raz wtóry, nie uwierzyłabym. A może bardziej nie chciałabym wierzyć, bo jak to przystało na tamten okres, nie pamiętam wszystkiego. No i niespodzianka dla mnie..

Wyobraźcie sobie, że poznałam face to face oblicze alkoholizmu. Tego w najgorszej postaci. Mój ojciec przesadzał. Właściwie to za słabe słowo. Kończył schlany jak bela gdzieś na ulicy. Moja mama musiała go wtaszczyć do domu. Jako dzieci słuchaliśmy darcia mord, pamiętam jak darł firany i rzucał meblami. Pamiętam jak wyzywał mnie od najgorszych. Chociaż większości z tych słów jeszcze wtedy nie używałam, nawet nie wiedziałam co dokładnie znaczą, ich ton informował mnie, że nic fajnego kochany tatuś nie ma mi do przekazania. Płakałam całą noc, a następnego dnia dostawałam czekolade czy inny łakoć. Bo mu się zdażyło.. A potem jeszcze raz, jeszcze raz.. Do momentu aż się zaszył. Potem był spokój. No i chyba na starość mu odpierdoliło do reszty.

Jeśli kiedykolwiek zobaczycie ledwo co żyjącego żula pod jakimś sklepem czy leżącego krzyżem na drodze, pierwsze o czym pomyślcie to rodzina. Może przyjdzie do domu, usiądzie w kącie i będzie grzeczny, a może obije swojej żonie twarz, dzieciom skopie tyłki i wszyscy będą winni - tylko nie on. Tak to działa moi kochani.

Chyba w genach mam zapisane wyrośnięcie na jakiegoś degenerata, alkoholika czy innego wyrzutka społecznego. Przykre..
  • awatar mięta: kazdy ma w swojej rodzinie tajemnice. jeden bej, inni jakies molestowanie, a jeszcze inni siedzieli w domu dziecka 5 lat. tylko nikt o tym nie chce gadac:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Znacie to uczucie? Siedzicie sobie szczęśliwi, że macie wokół siebie stosunkowy spokój. Całkiem ładnie zapowiadał się dzień. Nawet odrobina słońca zawitała w waszym kwadracie, a tu nagle całość niszczy krzykliwy głos. Poznajecie go. Wiecie do kogo należy. Z miejsca psuje wam się humor na myśl, że znowu odwiedziła Was "ukochana cioteczka". I mówie tu o osobie, nie.. zjawisku . Nienawidzę jej wizyt. Nie dość, że się nie zapowie - wówczas mogłabym się zmyć, to każda rozmowa z nią doprowadza mnie do furii. Pomijam fakt, że kobieta ma raka, a trzyma się lepiej niż ludzie z grypą i mimo to narzeka jak to ona ma źle, jakie to ona ma niesprawiedliwe życie, że ona by jeszcze pożyć chciała.. Zaraz po godzinnym wysłuchiwaniu o szczegółach wszystkich zabiegów przez jakie przeszła poczynając od wycinania migdałków, na chemioterapii kończąc, zaczyna się plotkowanie. Cał rodzina.. CALUSIŃSKA ma obrobioną dupę. Ci co żyją, ci co już nas zostawili. Dzieci, młodzież, dorośli, starzy. Nienawidzę tego. Fakt, czasem można się ciekawych rzeczy dowiedzieć, ale z reguły męczę się z wyssanymi z palca bzdurami. A tylko spróbuj powiedzieć swoje zdanie o całym jej biadoleniu..

Druga osoba, która doprowadza mnie do furii to babka, która mimo wielkich chęci - jasne! - myśli tylko i wyłącznie o sobie. To ona opiekuje się małym. Sama o to walczyła. "Ja się nim zajmę. Dla mnie to nie problem" - SPOKO. Oczywiście, jeśli pani O. chce wyjść to ją jebie, że inni też mają plany - w tym inni czytaj Holly. Albo zostajesz z małym, albo półtora roczne dziecko siedzi samo w domu. Wybór oczywisty. Dzisiaj nie wytrzymałam i wydarłam się na nią, że po jaką cholerę deklaruje się do wielkiej opieki, jak większość czasu ja z nim siedze, a jak już sobie coś zaplanuje to jej też się przypomina o zakupach, koleżankach, imieninach. Co z tego, że ja dopiero mam życie przed sobą. Co z tego?! Ona zwiedziła cały świat, zaznała już wszystkiego czego dusza zapragnąć może, ale przecież do Wandy trzeba skoczyć i popierdolić o dupie Maryni..

Wkurwiona ja pisze teksty kupy się nie trzymające. Takie mam wrażenie. Na pocieszenie polecam KarinMusic i mój ulubiony kawałek w ich wykonaniu:
  • awatar Gość: Ależ dziecko drogie, o cóż te pretensje?! Wszak wiadomo, że wszystko, co godne przeżycia zostało już przeżyte, a dzisiejszy świat to już nie to co kiedyś i nic dobrego tam młodej panienki spotkać nie może, a tak w ogóle to powinnaś się uczyć i nie pyskuj! A co do Cioteczki Hipokryzji - grunt to nie myśleć o tym, jak nam tyłek u owej Wandzi obrabia ;) Pozdrawiam i duuuuuużo cierpliwości życzę :)
  • awatar Lady Gina ;): zawsze w rodzinie musi być taka ciotka . :P
  • awatar mięta: ja szczerze - zawsze mowie rodzince co mysle o ich zachowaniu. Gowno mnie obchodzi ze to rodzina, osoba starsza, po przejsciach, zmeczona bla bla bla. to jej wcale nie zwalnia z obowiazkow!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jak wspominałam dzisiaj możecie poczytać sobie trochę o książkach, z którymi ostatnimi czasy przyszło mi się zmagać. Właściwie słowo zmagać jest zbyt mocne. Na początek wakacji zdecydowałam się wziąść raczej swobodniejsze pozycję, chociaż o tematyce, której nie uznałabym za lekką. Poprosiłam panią o jakieś ciekawe lektury dotyczące narkotyków. Dlaczego właśnie to? Nie mam zielonego pojęcia. Po prostu przekroczyłam próg biblioteki i stwierdziłam, że chce się bardziej zagłębić w zaćpany światek. Mniejsza...

Melvin Burgess "ĆPUN"
Właściwie obowiązkowa pozycja dla młodzieży i wielbicieli powieści kontrowersyjnych. Bohaterami jest dwójka czternastolatków, Gemma i Smółka, którzy porzucają rodzinne ciepełko i wynoszą się do Bristolu. Tam - jak można się domyśleć - włączają się do środowiska narkotykowego, a postępujący nałóg zmusza ich do prostytucji czy kradzieży. Rozdziały przedstawiają opowieść widzianą oczami różnych osób, tak więc każde wydarzenie poznajemy z różnych perspektyw. Czytam tą książke drugi raz i po raz drugi na przemian towarzyszy mi uśmiech oraz smutek. To właściwie była moja druga pozycja dotycząca narkotyków - zaraz po "My dzieci z dworca ZOO", więc wówczas czułam się jak turysta w nieznanym specjalnie świecie. Świetna pozycja!

Anna Onichimowska "HERA, moja miłość"
Oparta na faktach opowieść o tym jak życie może zostać zrujnowane w jednej chwili, jak nieświadomie możemy zakończyć sielankę rodzinną. Właściwie nie mogę powiedzieć nic o fabule, bo każde słowo wymuszałoby na mnie zdradzenie najbardziej wstrząsającego wydarzenia. Książka ta ma swoją kontynuację, którą również zamierzam poznać. Jeśli "Lot Komety" będzie tak dory jak "Hera, moja miłość" uznam tą parkę za cudo polskiej literatury dla młodzieży. Dużym atutem jest to, że książka jest stosunkowo krótka, więc dwa wieczorki i historię Jacka mamy w małym palcu. Polecam !

Ewa Barańska "Żegnaj, Jaśmino"
Tytułowa Jaśmina to doskonała uczennica, która została osierocona przez swoich rodziców, ale znalazła wiele miłości u swoich dziadków. Jak na dziadków przystało wychowują dziewczyne według starego systemu. Szczególnym minusem jest niedostarczanie jej gotówki, która to potrzebna jest do zabłyśnięcia przed nowymi koleżankami. Później nie tyle ważne jest ubranie czy fryzura, co narkotyki. Zaczynając dość niewinne, Jaśmina kończy w miejscu, w którym nikt jej sobie nie wyobrażał. Idealny obraz jak to narkotyki zmieniają człowieka. Do połowy się nudziłam i naprawdę ciężko mi szło przechodzenie przez kolejne strony. Jednak, gdy akcja nabrała tempa i tym samym było z Jaśminą coraz gorzej, nie mogłam oderwać się od książki. Dopiero skończenie jej pozwoliło na odetchnięcie. Dodam, że nie jest to pozycja ze szczęśliwym zakończeniem, a tym samym sprawiła, że ją polubiłam. Oczywiście, wiele rzeczy mnie denerwowało, jak zbyt szczegółowe opisywanie życia przed nałogiem, a momentami mijanie ciekawszych wydarzeń, gdy dziewczyna była juz z wszelkimi używkami na TY. Polecam, ale tylko tym wytrwałym.

Halina Olczak-Moraczewska "Powróżyć, Dominiko?"
Ta pozycja zdecydowanie mnie zawiodła.. To znaczy - może zawiodła to złe słowo. Przez ten mój wiek i lgnięcie do poważniejszego podejścia do tematu, uznałam ją po prostu za dziecinną. Tym, którzy jednak z chęcią sięgają po produkcje typowo dla nastolatek, polecam. W wielkim skrócie - Dominika mieszka u swojej babki, którą to odwiedza przyjaciółka-wróżka. Oczywiście, dziewczyna nie wierzy w ani jedno słowo z dość tragicznej przepowiedni. Jednak wszystko - co było wiadome od początku - zaczęło się spełniać. Gdzieś w tle zaplątane były narkotyki, próba morderstwa, ale głównie powieść opisywała rozterki sercowe tytułowej bohaterki.

Halina Olczak - Moraczewska "Kim jesteś, Sebastianie?"
Ta książka z narkotykami nie jest związana nawet jednym palcem, ale jakoś przypadła mi do gustu. Pożarłam ją jednym tchem. Sebastian to chłopiec z bogatej rodziny, któremu życie ułożyło się po prostu idealnie. Oczywiście do dnia, gdy jego dom nawiedza Jasiek ze swoją matką, a sami rodzice zaczynają zachowywać się jakby w garści nosili tajemnicę narodową. Poza tym - kim jest facet w czarnym płaszczu? Dość swobodnie napisana, czasami zabawna, ale głównie tajemnicza opowieść o pochodzeniu, miłości, pieniądzach i rodzinie. Fajnie się to czytało, ale zakończenie? Zdecydowanie zbyt przesłodzone. Jednak jeśli ktoś ma chwilę wolną i nie chce męczyć umysłu ciężkimi pozycjami, jak najbardziej polecam.

Jutro dostarczę sobie nową porcję książek na lato. Jeśli jakaś lekturka was zauroczyła, piszcie jej tytuł w komentarzach. Chętnie zachacze
  • awatar Gość: Cytałam kilka z tych książek. I jeśli jeszcze nie czytałaś LOT KOMETY to SZCZERZE CI JA POLECAM! Jest napisana tak dobrze jak pierwsza, choć dla mnie HERA... na ciekawszą fabułę, bo narkotyki i te sprawy to najleprzy podkład do książek.
  • awatar najslodszysmutek: no racja;) ja musialam tam troche pojechac, wyjezdzalam o 3.30 w nocy xD ale to byl wyjazd na kilka dni a tropikalna to taki dodatek byl;)ale polecam, warto zobaczyc;)
  • awatar najslodszysmutek: ja bylam tam z klasa, wiec mielismy taniej o wiele. bylismy tam jeden dzien. od 10 d do 16/17. za wstep nam brali z gory po 10euro, ale jako wyciecka mielismy potem znizke i po 8 zbierali chyba. moja kolezanka miala w tym dniu urodziny i wchodzila za darmo ;D a co do cen stronek w necie tez jest troche to przejrzyj , na pewno znajdziesz;)ze znajomymi tam jechac swietna sprawa;) a jak sie nocuje to wieczorem sa rozne wystepy jeszcze itd;) i jest tam strasznie gorąco , klimat na serio lasow deszczowych ;D ale pozniej juz sie idzie przyzwyczaic;D no i sporo polakow jest;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Powiem dość rzeczowo, że wczorajszy zapierdalacz umysłowy związany z kuzynką mam obecnie W DUPIE. Aż dziwne jak dużo mieści się tej niewielkiej dziureczce.. Jak narazie żyje planowaniem sobie najbliższych dni. Piątek skoczę po jakieś nowe książkowe zapasy, bo wszystko co wypożyczyłam udało mi się skończyć. Większość pozycji było godnych poświęconego czasu, ale dokładniej o tym co przez ostatni miesiąc zbierało kurz na mojej półce napiszę jutro. W przyszłym tygodniu zaliczam kolejną porcję odwiedzin. Rozpoczynając od koleżanek z czasów szkolnych (nie, żeby minęły dopiero dwa miesiące od zakończenia tego rozdziału), na TS kończąc. Chociaż spotkanie z nim jakoś mną nie rusza. Pójdę, pogadam, posłucham stękania i dzień mi minie. No i od czasu, gdy pewien kolega wyjechał tydzień temu zaczęłam intensywnie o nim myśleć. Wogóle to chyba mi mózg zaczyna się wieszać. Gwarancja się kończy czy jak? Wyobraźcie sobie, że kładę się do łóżka, zamykam oczy i widzę siebie w towarzystwie wspomnianego kolegi. Nie chce o tym myśleć, ale obraz nas siedzących u niego w domu nie znika. Najdziwniejsze, że poza samym jestestwem nic się nie dzieje. Oczywiście, w następstwie zarywam nockę myśląc o największych bzdurach, np. o tym, że może jakoś telepatycznie kontaktuje się ze mną, bo ma problemy. Jestem dziwnym typem człowieka...

Moja mama dzisiaj znowu zaczęła się rozwodzić dlaczego tak mało czasu spędzam z nimi. Na jakiej podstawie zadaje głupie pytania? Wyobraźcie sobie, że pokój telewizyjny, szlachecko nazwijmy go living room, omijam szerokim łukiem. Mój dom mogłby składać się z fioletowej kwaterki Holly, kuchni i łazienki, bo tylko z tych pomieszczeń korzystam. Nie jestem z nikim pokłócona, nie dopada mnie żadna depresja czy inne odpierdolenia psychiczne. Nie, nie. Po prostu moi rodzice dziwią się, że rezygnuje z ich towarzystwa, skoro ostatnio działają jak para granatów. I nie o owocach mowa (które są przepyszne <3). Jedno zdanie.. Nie, jedno słowo wystarczy, żeby zaczęli się czepiać, wypominać, wygadywać niestworzone rzeczy. Co gorsze? Nie kłócą się ze mną, tylko ze sobą na wzajem. Dlaczego jest to gorsze? Bo potencjalnych spraw rozwodowych miałam pod tym dachem tyle, że czasami nie dawałam rady wstać z łóżka po zaryczanej nocce. Jeśli przeszliście coś takiego, a Wasi rodzice nadal upierają się, że wychowują was bez przemocy - pierdolą od rzeczy. Pamiętam sceny odgrywane w drzwiach mojego pokoju, gdzie wykłócali się, który to mnie niby bardziej kocha. Po cholerę mi taka miłość..

AAA! Znowu rozmyślam! Jebać ich wszystkich. Chyba problemy z TS są mi zwyczajnie potrzebne, żeby zakleić nimi te głupie rany z przeszłości, które, cholera, zaczęły się otwierać.
  • awatar najslodszysmutek: zalezy wlasnie jaki rodzaj, ja zawsze matowe biore, nie jakies z drobinkami itd. dzisiaj postaram sie pomalowac tym kolorem peppermint leaf;)
  • awatar Lady Gina ;): nie! nie jestem tapeciarą . :P ale samoocenę mam wysoką <to przez to ,że jestem jedynaczką> ;) heh.
  • awatar mięta: na prawde duzo w tej swojej bani.. pograj sobie w gry onilne ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wkurwienie muszę wylać, oj muszę. Właściwie moje wakację trwają do 14 lipca, bo wtedy mam otrzymać odpowiedź od mojego "potencjalnego pracodawcy", o którym już słuchacie od cholery. Jeśli dostanę pracę, będę tyrać. Jeśli nie dostanę, będę szukać czegoś innego w trybie natychmiastowym. Planuje się jeszcze jutro z wspomnianym wyżej Panem skontaktować, bo może mnie oświeci odrobinę wcześniej - w co wątpie, ale nie zaszkodzi spróbować.
Tak więc tydzień roboczy mam do dyspozycji tylko do wymienionego terminu. Później będe musiała ograniczyć się do weekendowego balowania. Dlatego korzystam z ostatnich chwil pełnoetatowej wolności jak się da.
Posiadam też ukochaną kuzynkę, która wkurwia mnie równie bardzo, co ją wielbię. Od wieków spędzałyśmy u siebie każde lato. Chociaż tydzień, ale musiałyśmy się sobą nacieszyć. No i tłumaczę jej zaistniałą sytuację, a ona zapewnia mnie, że nie później niż w czwartek przyjedzie na tydzień. Pytam dzisiaj - dla pewności - czy ma transport w ten czwartek.
"Sory, ale ten tydzień mi nie pasuje.. Może kiedy indziej przyjade?"
"Czy ty mnie wogóle słuchałaś?"
"No, ale jak nie dostaniesz pracy to może wpadnę"
"Jak nie dostane w XXX to szukam dalej, bo POTRZEBUJĘ gotówki. Czemu nie pasuje ci?"
"Bo jutro jest impreza u BLA-BLA, a w sobote też coś szykują.."
"NARA!"
Jak widać jestem dla niej równie ważna, co ona dla mnie skoro wybiera znajomych mając ich pod nosem. Czemu tylko ja rezygnuje z imprez, żeby móc z nią spędzić chociaż jeden wieczorek? Bo jestem głupia i myśle, że ludzie traktują mnie tak samo wyjątkowo jak ja ich, a później pokazują prawdziwe oblicze widoczne podczas zadawania solidnego kopniaka w DUPĘ!!
  • awatar mięta: korona jej z glowy spadnie jak ominie jakas impreze ktorych bedzie jeszcze tysiace?
  • awatar Lady M: No często jest tak ze ludzie są mili jak czegoś potrzebują nawet najlepsza przyjaciółka, wiem po sobie.
  • awatar najslodszysmutek: ludzie sa dziwni.. mam podobne kolezanki..;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›