Ale jestem zła! O jejku, jejku. Potem nie miej kobieto zmarszczek. Sprawa wygląda tak - w sobote jest osiemnastka jednej z moich znajomych. Nie znamy się za dobrze, ale jakoś mnie pokochała i kazała mi przyjść. Nie zaprosiła mnie bezpośrednio, ale powiedziała TS, żeby przekazał wieści. O imprezie dowiedziałam się od innej koleżanki, która pytaniem "To jak idziesz?" rozpoczęła pełną znaków zapytania rozmowę. Nie chciałam, żeby była ona związana jakoś z TSowym zapomialstwem, więc nie siałam fermentu. Czemu mi nic nie powiedział?! O zabawie wie już jakiś tydzień. Rozumiem, praca. Rozumiem, rodzinne uroczystości (jakiś chrzest mu wypadł). No, ale sory - napisanie smsa nie zajmuje dużo czasu. Nie proszę się o gońca z kwiatami w drzwiach. Oj, wkurwił mnie. Daje mu czas do wtorku.. środy. Jeśli się nie odezwie chociażby jednym słowem, będziemy musieli poważnie porozmawiać. Ale nie jestem taka urocza i nie napisze mu wiadomości. Nie, nie. Pojawie się na imprezie i serdecznie przywitam go w drzwiach. Tak, kurwa. Mściwa ze mnie bestia. Chyba, że napisze.. Na co bardzo liczę, bo kolejna kłótnia to nie na moje nerwy.
Apropo tej osiemnastki - nie mam pojęcia co ewentualnie zaloże. Pojęcie "impreza na luzie" jest przeze mnie przeklęte. Dlaczego? Zawsze, gdy zrozumiem je dokładnie i wskoczę w parę jeansów oraz jakąś fajną górę, okazuje się, że 90% uczestników jest w sukienkach, które bezsprzecznie nie można uznać za LUŹNE. Zaś, gdy dodam do całego outfitu nutkę elegancji, to wyglądam jak panna młoda w chlewie przepychając się przez gromadę ludzi w trampkach, jeansach i starych t-shirtach. Co na to zaradzić? Jeszcze nie wymyśliłam. Prawdopodobnie znalezienie rozwiązania zajmie mi kilka nieprzespanych nocek. Cholera...
Nie możesz dodać komentarza.