Nie mam za cholerę ochoty iść tam. Nie chce mi się bezpodstawnie. Po prostu wstałam i doszłam do wniosku, że mam dzisiaj nieziemską ochotę poleżeć do góry dupskiem i być tak sobie wypięta na caluśki świat. Nie mam wogóle chęci się szykować. Najchętniej powędrowałabym w moim ukochanym kurzym dresiku, który to przetrwał tyle co niejeden batalionista. Obiecałam, muszę iść. Poza tym posiadam prezent, a głupio go dostarczyć i zwinąć się zanim ktokolwiek wyczai moją obecność. Kiepski ze mnie ninja, więc długo by nie trzeba czekać na powitanie przez solenizantkę i organizatorów imprezy, czyli jej rodziców.
Chyba nawet wiem czym ta moja niechęć do świata jest spowodowana. Patrze za okno raz - słońce produkuje zbyt dużo ciepła. Patrze drugi - leje się strumieniami deszczówka. Co zrobić. Przypadło mi mieszkać w strefie klimatu umiarkowanego i się męczę.
Prawdopodbnie dziadek ma miażdżycę. Widać to po jego zachowaniach. Coraz częściej zapomina o podstawowych czynnościach jak na przykład przebranie się w piżamę do spania. Ostatnio na przykład chciał zmywać. Chwycił brudny talerz, postał bez ruchu i zaczął go wycierać. Zwyaczjnie zapomniał o umyciu go. Dlatego stałam się dla niego milsza. Szkoda mi go. Wiem, że za x lat mogę być taką samą resztką człowieka. Boimy się nawet, że ktoś wykorzystuje jego stan i bierze od niego pieniądze. Pożycza, ale dziadek o tym zapomina i gotówka ma nowego właściciela. Ludzie to świnie.
Inne wpisy tego użytkownika
Nie możesz dodać komentarza.