lemon-tree
 
Nie wyprawiałam osiemnastki. Fundusze i wogóle jakoś za dużo latania. Jestem z tego faktu niezmiernie zadowolona. Po wszystkich osiemnastkach, które przetrwałam stwierdzam, iż organiozwanie takich potańcówek nie przynosi nic poza stratami. No, ale mniejsza o to.

Sama impreza najgorsza nie była. Ja się świetnie bawiłam, reszta mniej. Oczywiście pod koniec wszyscy płakali, bo wspominali dawne miłostki, złamane serducha i takie tam. A ja - jako zboczona wersja Matki Teresy - nie umiałam nie usiąść przy nich, posłuchać i olać całość sikiem prostym. Posłużyłam jako ręcznik, który wchłania każdą łezkę. Dzisiaj dostałam już siedem esemesów z treścią "Dziekuje za to, że jesteś", "Co ja bym bez ciebie zrobił" i tak dalej.

Poza tym wypadałoby nazwać się dobrą aktorką. Zanim wyszłam z domu, popłakałam się jak taki sierocy jednorożec bez kija na czole. Dlaczego? Nie wiem. Przypuszczam, że puściły mi nerwy. Za dużo ostatnio spraw mam na głowie. I już nie chodzi o te wielkie miłości moje i innych. Chodzi bardziej o szukanie tej pieprzonej roboty, opiekowanie się młodym i jeszcze zapieprzanie w domu, bo "po czym ty możesz być zmęczona". Teraz stan psychiczny i fizyczny dziadka pogarsza się z dnia na dzień. Jeszcze ojciec wyżywa się na wszystkich za błędy jakie dziadek popełnia. Na przykład ostatnio zapomniał o jajecznicy i spaliła się. Oczywiście patelka zajebana, a tym, który ją znalazł w czarnym stanie był właśnie kochany ojczulek. Posprzątał, wszedł na górę i zaczął litanie jaka to jaką to ja jestem złą kobietą, że on musi pracować i jeszcze domem się zajmować (WTF?!), a ja sobie siedze niczym księżniczka i marudze, bo za wolno wachlarzem machają. Nie skomentuje tego, bo zwyczajnie szkoda słów. Tak więc z taką zmasakrowaną psychiką pojawiłam się na imprezie, uśmiechnęłam się i mój kunszt aktorski zadecydował o tym, że nie zostałam nawet spytana "Co tam? Wszystko OK?". Przecież z takim soczystym uśmiechem na mordzie nie można mieć problemów.

Z Bogiem, parafianie.

Nie możesz dodać komentarza.