• Wpisów: 99
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 279 dni temu, 00:19
  • Licznik odwiedzin: 1 695 / 388 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
lemon-tree
 
Nie no. Zwyczajnie nie wierzę. Czy wy chłopcy naprawdę tak bardzo lubicie truć życie dziewczynom? Czy znęcanie się nad naszymi kobiecymi uczuciami przynosi taką frajdę?

Przed chwilą moja skrywana głęboko miłość napisał, że PRZEPRASZA za jego wybryk (i tutaj wyobraźcie sobie, że śmieje się jak pod wpływem) i że to się więcej nie powtórzy. Odpowiedziałam jednym jedynym słowem, które dobrze wiem jak go wkurwia - mianowicie "aha..". Zignorował to i pisał, że go poniosło, nie wie dlaczego nagle oczuł nieodpartą potrzebę pocałowania mnie i że chyba zaczyna myśleć o mnie w bardzo ZŁY sposób. Odpowiedziałam tak jak wcześniej. Spytał czy chce go denerwować, bo kto jak kto, ale ja wiem, że TO SŁOWO działa na niego jak czerwona płachta na byka. Napisałam mu, że czasami coś ważnego jest blisko nas, ale najpierw szukamy tego daleko, żeby gdy już jest za późno znaleźć to tuż obok siebie. Spytał "Za późno? Dlaczego za późno?". Nie odpisywałam już. Chyba zdał sobie sprawę, że nie chcę udzielić odpowiedzi, bo sam niedługo potem zniknął z listy dostępnych kontaktów. Chyba jestem urodzoną suką. A może po prostu mszczę się? Bo sprawia mi to tak niewyobrażalną przyjemność, że nawet zaczęłam chodzić po domu i śpiewać. Powoli wracam do żywych.

Chociaż zaraz po napisaniu tego w mojej głowie pojawiła się wizja nas jako pary. Nie mogę określić czy byłam w niej szczęśliwa, czy nie bardzo. Zwyczajnie prezentowało się praktycznie tak samo jak dotychczas nasza przyjaźń. Może z tym wyjątkiem, że wykorzystywaliśmy nasza ciała znacznie bardziej aktywnie.

Paznokcie prezentują cudowny rudy kolor, włosy podobnie błyszczą się w rdzawych barwach i mam ochotę wyruszyć na jakieś niezamieszkane obszary i leżeć ciesząc się swoją niepoukładaną fryzurą w swoim własnym i jedynym towarzystwie.
 

lemon-tree
 
Chyba coś jest ze mną nie tak. Zwyczajnie zamieniam się w kogoś innego. Tracę chęci do robienia czegokolwiek i nie mam na myśli tutaj nauki, do której chęci nie miałam nigdy. Chodzi raczej o chęć do przebywania z innymi. Może to taki okres, w którym chcemy pomyśleć o czymś w samotności, nacieszyć się ciszą wokół nas i odpocząć od znajomych, którzy potrafią być momentami denerwujący.

Moja skrywana miłość chyba też zaczyna dojrzewać i najzwyczajniej w świecie przechodzić. Patrzę już na owego Pana, a jedyne co czuję to wkurzenie, że zachowuje się tak, a nie inaczej. Denerwują mnie też jego słowa. I co gorsze.. Denerwuje mnie, że wreszcie zaczął na mnie patrzeć odrobinę inaczej. Ostatnio próbował mnie pocałować. Jestem z siebie dumna, bo odepchnęłam go i przybrałam lekko zgorszone spojrzenie. Gdyby taka akcja miała miejsce dwa miesiące temu, prawdopodbnie skończylibyśmy w łóżku i nawet nie przeszkadzało by udawana amnezja.

Czasami przychodzi taki czas, w którym to musimy poradzić sobie z uczuciami. Poskładać te emocjonalne puzzle i doprowadzić bicie naszego serca do odpowiednie stanu. Muszę sobie odrobinę poprawić nastrój. A niezastąpionym ulepszaczem humorku jest długa kąpiel i kilka zabiegów pielęgnacyjnych. Wtedy wiem, kto jest w moim życiu najważniejszy, o kogo tak naprawdę pominnam się troszczyć i bez kogo nie dam rady ciągnąc do samego końca. Mowa oczywiście o MNIE.
  • awatar Fashion lover ♥: zapraszam do mnie na nową notke ; ) ; *
  • awatar feyen: W takim razie ze mną też jest coś nie tak. Mam identycznie jak Ty.
  • awatar kiss kiss bang bang: Co do pierwszego "akapitu" to ze mną jest tak samo. Ale to nic złego, jeszcze Ci przejdzie, o ile będziesz do tego dążyła. Inaczej nie wyjdzie, samo nic nie wychodzi, trzeba się trochę postarać. Ja Ci życzę wszystkiego co najlepsze! :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

lemon-tree
 
Pożeganie odbyło sie bez niepotrzebnego tracenia wody. Właściwie nikt się tym specjalnie nie przejął. Było mi trochę smutno, gdy kilka koleżanek przeżywało swoje nowe samochody, które dostały od rodziców w zamian za skończenie szkoły. Mama słyszała jak opowiadałam o tym sąsiadowi i zabrała mnie na zakupy, podczas których kupiła mi "nagrody" w postaci dwóch bluzek - jedna chabrowa, gładka sięgająca trochę za tyłek, a druga zwyczajna bokserka miętowa - i łańcuszka.

Jak narazie źle się czuje, gdy ona mi coś kupuje. Wiem jaka jest sytuacja w domu i zwyczajnie nie chce jej na nic naciągać. Właściwie to, to co teraz potrzebujemy kryje się pod numerkami Lotto. Duże pieniędzy, żeby wyjść na prostą, żeby wszystko uporządkować. Eh.. Problemy finansowe to największa kicha życiowa.

Miałam wczoraj jechać na impreze. Nie pojechałam. Miałam dziwne wrażenie, że co niektórzy mnie tak zwyczajnie nie chcą. A nie chciałbym jechać i pić w samotności. Odpuściłam sobie. Dzisiaj druga propozycja imprezowania. Czy wypali? Nie wiem. W każdym bądź razie na nic się nie szykuje, bo znowu będzie zawód.
 

lemon-tree
 
Moi drodzy.. Jak przystało na tegoroczną maturzystkę, dzisiaj kończe moją edukację w technikum. Można by powiedzieć, że to wielkie wydarzenie, bo teraz pełną parą wkraczam już w świat studentów i powoli wtaczam się do społecznośći osób pracujących. Jak to będzie wyglądało? Czy dam sobie radę z weekendami spędzonymi na wykładach i tak zwanym tygodniu robocznym? Zobaczy się. Jak narazie daję sobie spokój z takimi zmartwieniami i skupiam się bardziej na fakcie, iż matura tuż za rogiem oraz tym, że znowu żegnam się z moją kochaną klasą.

Nie wiem jak sytuacja wygląda u Was, ale ja nie odczuwam wogóle jakiejś tęsknoty czy załamania związanego z rostaniem. Dlaczego? Po gimnazjum doskonale sobie zdaję sprawę, że przelane hektolitry łez i czułe słówka są jedynie pozorem. Pożegananie klasy gimnazjalnej wyglądało naprawdę dramatycznie. Prawie jak pogrzeb. Może trochę był jak pogrzeb, bo wbrew zapewnień "będziemy o sobie pamiętać, będziemy w kontakcie, nigdy o sobie nie zapomnimy" i tym podobnych, zwyczajnie pochowaliśmy naszą znajomość. Wyobraźcie sobie, że większość osób planowała spotkanie klasowe po DWÓCH LATACH, co dla mnie było zwyczajną przesadą (z racji, że wszyscy jesteśmy z tej samej miejscowości i spotykamy się na codzień). Ale spoko. Jak chcą, niech organizują. No i nie zorganizowali. Co więcej, zapomnieli o sobie na wzajem do tego stopnia, że obecnie utrzymuje kontakt z jakimiś dziesięcioma osobami w klasie na trzydzieści. Niektórzy całkowicie odizolowali się od tej gimnazjalnej ekipy. Mijamy się na ulicy bez słowa. Nawet głupie "CZEŚĆ! CO U CIEBIE?" nie ma miejsca. A od gimnazjum minęły cztery lata.

W przypadku szkoły średniej wygląda to trochę inaczej. Większość z nas jest porozrzucana po całym powiecie, więc nie mamy do siebie takie "dostępu", chociaż wyznaje zasadę, że jak ktoś chce to znajdzie sposób. Dodatkowo moja grupa, za którą byłam w stanie oddać krew (a uwierzcie, że gdy się mdleje na jej widok to niezłe poświęcenie) zaczęła się jakoś.. rozpadać. To znaczy jedna z koleżanek po prostu zachowuje się jakby była OBRAŻONA, a dokładnie wie, że takie podejście działa na mnie jak płachta na byka. Kolejne dwie tak się ze sobą "skumały", że jakby odrzuciły resztę ekipy nie dopuszczając nas do swoich sekrecików. A wszystko to zaczęło się od świątecznych życzeń, na które z braku funduszy nie mogłam odpowiedzieć. Ale spoko.. O bzdurę, ale mogłyby zarzucić słynnym FOCHEM w moją stronę. Co do tego ma reszta? Dzieci..

Wrażenia z zakończenia umieszczę prawdopodbnie wieczorem. Jak się poryczę to znaczy, że jednak mięczak ze mnie, bo obiecywałam, że sobie odpuszczę ckliwe "Będę tęsknić", bo nie będe.
  • awatar fucking wild card.: masakra, mnie tez wkurwia takie cos, jak wszyscy o wszystko sie obrazaja, a naprawde o huj im chodzi. Wódkować to ja już skończyła,bo wódki przełknac przez gardlo nie moge, nie to co kiedys.;D
  • awatar Olinkowa: Powodzenia na maturze :)
  • awatar eMo ForeigneR: Nie ja nie..:)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

lemon-tree
 
Poranny prysznic. Nikt nie lubi wstawać wcześnie, ale gdy uda nam się wskoczyć do kabiny i zafundować sobie relaksujący masaż wodny, nawet pobudka nie wydaje się taka przerażająca. Właśnie jestem po jednym z takich zabiegów, więc czuję się orzeźwiona niczym pani z reklamy żelu pod prysznic. Fantastycznie.

Dzisiaj przede mną dzień oznaczony plakietką "STRACONY". Jadę na zajęcia z angielskiego, których po dwóch miesiącach mam zwyczajnie dosyć. Posiedzę do wieczora, a gdy wrócę będę prawdopodbnie w stanie agonialnym, zwracając uwagę, że od godziny 6.oo jestem na nogach.

Chyba mój ogranizm jest poniekąd nastawiony na zdrowe odżywianie. Z pewnością nie raz słyszeliście, że śniadanie to najważniejszy posiłek i powinno być sytę. W dramie "Dream High" trenerka Pil Suk mówi "Śniadanie jedz jak królowa, obiad jak mieszczanka, a kolację jak żebrak". U mnie tylo dwie pierwsze pozycję się sprawdzają. Z reguły na śniadanie mam apetyt niczym wilk z bulimią. Zazwyczaj jem owsiankę na wodzie (na mleku to za dużo roboty, a taka jej odsłona dobrze robi na trawienie), później ciemną bułę z czym tam wychaczę w lodówce, a że jeszcze głodna chodzę to funduje sobie surówkę, bigos czy co tam ciekawego wygrzebię w piwnicy lub w altance. W każdym bądź razie - pełen zestaw. Obiad jem dość skromny, bo jakoś tak nie przepadam za więkością obiadowych potraw, jakie u mnie w domu się serwuje. Ale kolacja.. To już klęska. Albo nie jem zupełnie nic, więc rano budzę się dwa razy bardziej głodna, albo jem za dziesięciu. Całkiem tragicznie sytuacja wygląda, gdy nie chce mi się spać i do późna wysiaduje przed monitorem. "A.. zjadłoby się coś.." i tup tup do lodówki.

Dziwne są nawyki ludzkie.
 

lemon-tree
 
Jestem na maksa wkurwiona. Spotkałam się przed chwilą z pewnym panem, który jest moją skrytą - baaardzo skrytą - miłością i którego zazwyczaj traktuje jak jajeczko. Jednak dzisiaj przegiął i zwyczajnie nie powstrzymywałam się.

Co takiego wiedzą o nas ludzie? W jakim stopniu oni nas znają? Nawet jeśli mówimy im coś osobistego, jaką mają pewność, że mówimy prawdę? Może odrobinę naginamy fakty. Nie mają zielonego pojęcia! Osobiście, jestem osobą, która to co w domu zostawia w domu. Od zawsze mnie tak uczono i problemów rodzinnych z reguły nie wynoszę poza furtkę. Jest tylko jedna osoba, która - jeszcze pod przymusem - dowiaduje się o mojej sytuacji rodzinnej.
Jakiś czas temu nie prezentowała się ona za dobrze. Oprócz tego, że rodzice mieli kryzys małżeński, nawaliło się masę problemów finansowych. Wiecie jak to jest - jak się sypie to wszystko na raz. Dlatego nie mogłam pozwolić sobie na pójście z znajomymi na piwo. Wolałam zrzucić na ból głowy niż potem tłumaczyć się, że nie mam na symboliczny kufel. Tak więc moje życie towarzystkie na jakiś czas pozostało w stanie spoczynku.
Jednak sytuacja trochę się polepszyła. Rodzice dogadali się, choć z trudem, a dzięki kasie z PITu udało się poukładać większość spraw. Dlatego zorganizowałam "WEJŚCIE SMOKA" na domówcę u mojej skrytej miłości.

Dodam jeszcze, że dla mojego Romea jestem pocieszycielką, powierniczką sekretów i ciotką dobrą radą w jednym. Zawsze byłam gdy mnie potrzebował. Chociaż zdaję sobie sprawę z własnej głupoty, bo cierpiałam jak owinięta w kolczaste pnącza, gdy opowiadał o jakiejś swojej nowej WIELKIEJ MIŁOŚCI. W każdym bądź razie na owej domówce unikał mnie jakbym coś złego zrobiła. Dzisiaj poprosiłam go o spotkanie, bo - jak napisałam - chyba coś musimy sobie wyjaśnić. Odpowiedział, że owszem musimy.
Na nieszczęsnym spotakniu stwierdził, że go ZOSTAWIŁAM, OPUŚCIŁAM, GDY MNIE POTRZEBOWAŁ. Oj, ja niedobra kobieta. Nie pomogłam, gdy kolejne zaloty okazały się niewypałem i płakał jak bobo w swoim pokoju. Po wiązance określającej mnie jako złą przyjaciółkę, odpowiedziałam swoimi równie brutalnymi określeniami i skończyłam pytaniem "A pomyślałeś, że używam uśmiechu jako kamuflażu? Pomyślałeś o tym, że ja też mogę mieć problemy?", po czym odwóciłam się na pięcie i poszłam w długą. Jakbym była tam chociaż sekundę dłużej prawdopodobnie bym się poryczała i zaczęła wyrzucać z siebie wszystkie żale. O wyznaniu miłosnym też pewnie bym nabąkneła.

Eh.. Lżej na sercu, jak gdzieś człowiek się sprzeda.
  • awatar .make.me.feel.: hm mniej więcej tak. właściwie dokładnie tak. eh faceci...;/
  • awatar sparkling water: ten facet to jakas ciota.. przepraszam. Dobrze mu powiedzialas!
  • awatar Holly_Holiday: @sparkling water: Niby tak, ale co zrobić jak serce akurat do tej, a nie innej cioty zabiło? Może mi się odmieni jak znajdę lepszy egzemplarz.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

lemon-tree
 
Niektórzy (a w tej skromnej grupie i ja) charakteryzują się budzeniem_na_ostatnią_chwilę. Wyobraźcie sobie, że jestem w ostatniej klasie technikum i jak przystało na maturzystkę kończę rok szkolny w kwietniu, podczas gdy cała reszta męczy się aż do czerwca - tak przypominam :). Jednak ostatnie dni w szkole są tak czy inaczej cholernie nudne. Polegają głównie na tym, że siedzi się i na komendę nauczyciela "Macie czas wolny" narzeka się na nudę. Dlatego zrezygnowałam z uczestniczenia w takiech zajęciach i wolne mam już od jakiś dwóch tygodni. Oj tak.. Fantastycznie długi weekend. Tak się "zatraciłam" w tej swobodzie i leniuchowaniu, że zwyczajnie zapomniałam o czymś takim jak ZAKOŃCZENIE ROKU. Wczoraj udziłam się, że odbywa się ono w ten piątek, a ja nie jestem wogóle do tego przygotowana. Znalazłam jakieś czarne spodnie i ewentualną czarną spódnicę, ale po jakiejkolwiek białej koszuli ani śladu. O przepraszam. Skłamałabym. Jest jedna, ale moje gigantyczne piersi się w niej nie mieszczą i wołają wolności odpinając jeden z guziczków.
Wspomnę może, że wypłata mamy się opóźnia i trochę ciężko udygać, a tu kochana córeczka przypomina sobie, że białej koszuli jej potrzeba. Na szczęście znalazłam co nieco u siebie, trochę brat dorzucił i drobnę z portfela rodziców pozwoliły mi na zgromadzenie dość sporej sumki.
Odważnie ruszyłam do sklepów w naszym wypiździejewie i po umordowaniu się znalazłam wymarzoną koszulę białą - trochę dłuższą z brązowym, plecionym paskiem. Ale co mi tam! Zostało jeszcze, więc zdecydowałam się również na koszule w czerwono-białe (niech żyje POLSKA!) paski, takie drobniutkie, która w mojej głowie fantastycznie prezentowała się z tuniką. JESZCZE ZOSTAŁO! Więc kolejną koszulą była żółta, z takiego jakby płótna.
Jaki był przepis na takie zakupy przy skromnym budżecie? SECOND HAND :).
 

lemon-tree
 
Przypomniała mi się kwestia z jakiegoś filmu kostiumowego (bodajże "Księżna", ale pewności nie mam), w której to główna bohaterka mówiła, że sposobem kobiety na prezentowanie siebie i wyznaczenie swojej siły jest strojenie się. Czy zgadzacie się z tym?
Wyposażone w ładnie wypiłowane i pomalowane paznokcie, starannie ułożone włosy oraz stylowe ubranie wychodzimy na przeciw światu. Jest to jakby nasza zbroja. Można też uznać to za swego rodzaju kamuflaż. Gdy mamy kiepski dzień i najchętniej postawiliśmy na depresyjną czerń, wystarczy wskoczyć w coś kwiecistego, w kolorach wiosny i już wydajemy się zadowolone z życia.
Jak już jesteśmy w kwestii kamuflażu, strój czy makijaż są idealnym materiałem do maskowania niedoskonałości. I nie mówię tu o niedoskonałościach takich jak spore uda, odstający brzuszek czy kościste ramiona. Bardziej wyobrażam się to jako zasłona dla blizn pooperacyjnych, mankamentów cery spowodowanych chorobą czy śladów po napaści, pożarze i innych katastrofach.

  • awatar Paranoya_: takie coś jest zaburzeniem i ma nawet swoją nazwę ale nie pamiętam jaką, taki słomiany zapał...
  • awatar Paranoya_: a i witaj na pingerze ; )
Pokaż wszystkie (2) ›
 

lemon-tree
 
Wiosna. Podobnie jak większość polskich pociągów, przybyła z lekkim opóźnieniem, ale jednak przybyła. Mimo początkowych humorków objawiających się na przemian deszcze i wiatrem, przyniosła w końcu stosunkowo ciepłe dni. Doskonale wiadomo, że to właśnie wiosną wszystko budzi się do życia. Tak, więc, gdy większość kwiatowych pąków jest już w stanie rozkwitania, tak i zaczyna swój proces dojrzewania LEMON-TREE.

Nie znoszę świąt. Mdląco urocze wydawają się spotkania rodzinne, kiedy to wszyscy rzucają się sobie w ramiona i składają "najszczerze" życzenia. Zdrowia, szczęścia, pomyślności i spełnienia wszystkich marzeń - standradowa, oklepana i każdemu znana formułka, którą należy przyjąć z uśmiechem na twarzy i odwzajemnić się mniej lub bardziej kreatywnymi życzeniami. Jednak ta oklepana formułka to kamuflaż jaki przybiera rodzinna atmosfera.
Osobiście nie znoszę gości. Przychodzą tylko na symboliczną kawę, a musisz cały dom wysprzątać, przygotować swój wizerunek i jeszcze zapewnić im wysokiej klasy poczęstunek. Jeśli chociaż jednego z tym warunków nie spełnisz, masz jak w banku tyłek obrobiony do tego stopnia, że skóra będzie schodzić płatami.

Na szczęście owe fantastyczne święta dobiegły końca i mogę dalej poświęcić się praktykowaniu mojej dopracowanej do perfekcji profesji - leniuchowaniu.