- Wpisów: 99
- Średnio co: 3 dni
- Ostatni wpis: 279 dni temu, 00:19
- Licznik odwiedzin: 1 695 / 388 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Miałam jechać z panem TS, ale w rezultacie wyszło, że nie ma paliwa i jedzie pociągiem, przez co doszłam do wniosku, że dołącze do niego pare godzinek później. Wynikało to z mojej niepohamowanej potrzeby wyspania się, ale jakieś nadprzyrodzone siły wywaliły mnie z wyra o 5.30 i nie pozwalają zmróżyć oka choćby na moment. Chociaż zmęczenie jest, ale co zrobić. Zaraz maszeruje do kuchni wyprodukować solidną dawkę kofeiny, która będzie miała za zadanie trzymać mnie w pozycji pionowej aż do godzin popołudniowych, kiedy bezsprzecznie dojdę do wniosku, iż pora na drzemkę.
Wczoraj pisałam o pewnym panu, który doprowadza moje serducho do szybszego bicia. Nazwijmy go Naturalny. Stoi przede mną perfum Naturia kupiony dla kuzynki i jakoś tak mnie naszło. Nie ma podstaw by uznawać go za naturalnego. Otóż pan Naturalny był w moim pobliżu już bardzo długo, ale jakoś nie zwrócił mojej większej uwagi do czasu, gdy wywiązała się między nami dłuższa rozmowa. Potem myślałam, myślałam, a gdy zobaczyłam go następnego dnia rano już byłam jego. Nie wiadomo jak byłabym zdołowana, uśmiecham się, gdy tylko widzę kolesia. Uwielbiam z nim rozmawiać, zwłaszcza, gdy do naszej konwersacji dorzucimy szczyptę pikanterii. Zawsze opiekuje się innymi i raz przy mnie płakał. Było to związane z jego przeszłością, co w rezultacie sprawiło, że wyłam bardziej niż on. Jednak jak narazie nie planuje się z nim wiązać ani w jakiś szczególny sposób rozwijać nasze relację. Dlaczego? Bo chyba wiele dziewczyn patrzy na niego w ten sam sposób, o czym świadczy licznik odwiedzin jego łóżka. Chyba jestem jedyną posiadaczką pochwy, która spała tam, bo nie miała jak wrócić do domu i nie rozkładała nóg. Order, moi mili, dla Holly. Znam też dość dużo detali dotyczących jego poprzednich związków, które zazwyczaj kończyły się z jego winy. Takim tropem doszłam do wniosku, że jako obiekt moich wzdychań jest okej, ale że tak jest zajebiście dobrze, nie planuje sytuacji między nami panującej zmieniać. Poza tym po moich wcześniejszych opowieściach widać, że życie w związku partnerskim nie jest mi przeznaczone. Dużo osób pyta "Dlaczego taka fajna dziewczyna jest sama?". Bo czuje, że chyba tak jest lepiej nie tyle dla mnie, co dla osoby skazanej. Moje poczucie niezależności i indywidualności może okazać się wyjątkowo uciążliwe.
Zastanawiałam się ostatnio nad pojęciem "marzenie". Często mówimy, że marzymy o tym czy tamtym, ale przecież nic nie spada samo z nieba. Więc może to nasze chciecianie nie ma specjalnie nic wspólnego z marzeniami. Dawniej interesowała mnie kultura Japonii oraz jej kinematografia. Niestety większość mojej miłości zniknęła z czasem, chociaż nadal pragnę odwiedzić ten kraj - zresztą, jak każdy inny. Wówczas jednak uznałam to jako moje największe marzenie. Jednak jeśli faktycznie zależało by mi na pojawieniu się w takim Tokio, okładałabym każdy grosz aby chociaż finansowo zbliżyć się do celu, przeglądałabym oferty biur podróży, rozglądała się za obozami językowymi, a ja nic. Tak sobie, o, chciałam. Jeśli więc uznać marzenie za coś co staramy się osiągnąć, a nie czekamy aż z nieba spadnie - takowych nie posiadam
.
Wczoraj pisałam o pewnym panu, który doprowadza moje serducho do szybszego bicia. Nazwijmy go Naturalny. Stoi przede mną perfum Naturia kupiony dla kuzynki i jakoś tak mnie naszło. Nie ma podstaw by uznawać go za naturalnego. Otóż pan Naturalny był w moim pobliżu już bardzo długo, ale jakoś nie zwrócił mojej większej uwagi do czasu, gdy wywiązała się między nami dłuższa rozmowa. Potem myślałam, myślałam, a gdy zobaczyłam go następnego dnia rano już byłam jego. Nie wiadomo jak byłabym zdołowana, uśmiecham się, gdy tylko widzę kolesia. Uwielbiam z nim rozmawiać, zwłaszcza, gdy do naszej konwersacji dorzucimy szczyptę pikanterii. Zawsze opiekuje się innymi i raz przy mnie płakał. Było to związane z jego przeszłością, co w rezultacie sprawiło, że wyłam bardziej niż on. Jednak jak narazie nie planuje się z nim wiązać ani w jakiś szczególny sposób rozwijać nasze relację. Dlaczego? Bo chyba wiele dziewczyn patrzy na niego w ten sam sposób, o czym świadczy licznik odwiedzin jego łóżka. Chyba jestem jedyną posiadaczką pochwy, która spała tam, bo nie miała jak wrócić do domu i nie rozkładała nóg. Order, moi mili, dla Holly. Znam też dość dużo detali dotyczących jego poprzednich związków, które zazwyczaj kończyły się z jego winy. Takim tropem doszłam do wniosku, że jako obiekt moich wzdychań jest okej, ale że tak jest zajebiście dobrze, nie planuje sytuacji między nami panującej zmieniać. Poza tym po moich wcześniejszych opowieściach widać, że życie w związku partnerskim nie jest mi przeznaczone. Dużo osób pyta "Dlaczego taka fajna dziewczyna jest sama?". Bo czuje, że chyba tak jest lepiej nie tyle dla mnie, co dla osoby skazanej. Moje poczucie niezależności i indywidualności może okazać się wyjątkowo uciążliwe.
Zastanawiałam się ostatnio nad pojęciem "marzenie". Często mówimy, że marzymy o tym czy tamtym, ale przecież nic nie spada samo z nieba. Więc może to nasze chciecianie nie ma specjalnie nic wspólnego z marzeniami. Dawniej interesowała mnie kultura Japonii oraz jej kinematografia. Niestety większość mojej miłości zniknęła z czasem, chociaż nadal pragnę odwiedzić ten kraj - zresztą, jak każdy inny. Wówczas jednak uznałam to jako moje największe marzenie. Jednak jeśli faktycznie zależało by mi na pojawieniu się w takim Tokio, okładałabym każdy grosz aby chociaż finansowo zbliżyć się do celu, przeglądałabym oferty biur podróży, rozglądała się za obozami językowymi, a ja nic. Tak sobie, o, chciałam. Jeśli więc uznać marzenie za coś co staramy się osiągnąć, a nie czekamy aż z nieba spadnie - takowych nie posiadam
.
-
Mgiełka ♥: Kiedy jeszcze byłam sama miałam dokładnie tak samo. Chyba da się z tego wyrosnąć ,tak myślę ;) A co do tych alergii skórnych to i ja takowe też mam ;/ wyskakują mi takie suche place na twarzy, z milionami skórek które niemiłosiernie wyglądają. Na palcach od rąk coś takiego mam, że jak rozdrapie to ropa płynie. ;/ na szyi. Kiedyś też walczyłam w ustami to było coś najokropniejszego, ropa leciała całymi dniami, swędziały że chu* , nie mogłam rozstawać się z kremami i maściami, jednak już jest ok.
-
mięta: koles jest widac hmm rozrywkowy?:) nienawidze pytania , czemu taka fajna dziewczyna jest sama? ' a matko boska, na tym swiecie nie mozna byc samemu?:) zawsze mnie to wkurza i juz poirytowana rzucam inteligentna odpowiedz , bo tak' :)
Po pierwsz - jestem zbyt kochliwa. Tak, kolejny chłopiec zwrócił moją uwagę i za każdym razem, gdy przechodzi obok zamieniam się w maleńką chmurkę bujającą gdzieś wysoko nad ziemią. Co chyba widać, bo ostatnio powiedział "Ty to chyba mnie lubisz". Ale o nim więcej przy okazji.
Egzaminy zawodowe za mną. Wszystko poszło dobrze. Rewelacji nie będzie, ale może będą do mnie się zwracać "pani techniczna!". Chyba nie ma takiego zwrotu.. Mniejsza. Szkoda tylko, że o wynikach poinformują mnie na koniec wakacji. A przydałby się taki technik w szukaniu pracy. No trudno.
Pan TS znowu zaczyna być zazdrosny. Nie powiem, że mi to nie schlebia. Poza tym stracił trochę u mnie punktów. Porusza najważniejsze tematy przez SMSy, gadu, ale gdy próbuje zacząć rozmawiać z nim o nas face-to-face zawsze znajdzie sobie coś do roboty. A ja się tak dla niego poświęcam...
W tym tygodniu biorę telefon do ręki i zaczynam wydzwanianie do wszystkich moich potencjalnych pracodawców. Jak człowiek nocki przed komputerem wysiaduje to znajdzie naprawdę dużo ofert pracy. Oczywiście, jest to tylko praca na wakację. Za poważniejszymi propozycjami rozejrzę się, gdy skończę szaleć.
Wogóle co myślicie o pracy za kasą? Nie chodzi mi o supermarkety, a bardziej w sklepie odzieżowy, obuwniczym, warzywniaku. Zawsze chciałam zaciągnąć się do jakiegoś butiku, bo w świecie ubrań czuje się jak w małym raju, ale słyszałam, że z reguły nie płacą dużo, a człowiek musi swoje odstać. Może jakieś doświadczenia z życia wzięte?
Egzaminy zawodowe za mną. Wszystko poszło dobrze. Rewelacji nie będzie, ale może będą do mnie się zwracać "pani techniczna!". Chyba nie ma takiego zwrotu.. Mniejsza. Szkoda tylko, że o wynikach poinformują mnie na koniec wakacji. A przydałby się taki technik w szukaniu pracy. No trudno.
Pan TS znowu zaczyna być zazdrosny. Nie powiem, że mi to nie schlebia. Poza tym stracił trochę u mnie punktów. Porusza najważniejsze tematy przez SMSy, gadu, ale gdy próbuje zacząć rozmawiać z nim o nas face-to-face zawsze znajdzie sobie coś do roboty. A ja się tak dla niego poświęcam...
W tym tygodniu biorę telefon do ręki i zaczynam wydzwanianie do wszystkich moich potencjalnych pracodawców. Jak człowiek nocki przed komputerem wysiaduje to znajdzie naprawdę dużo ofert pracy. Oczywiście, jest to tylko praca na wakację. Za poważniejszymi propozycjami rozejrzę się, gdy skończę szaleć.
Wogóle co myślicie o pracy za kasą? Nie chodzi mi o supermarkety, a bardziej w sklepie odzieżowy, obuwniczym, warzywniaku. Zawsze chciałam zaciągnąć się do jakiegoś butiku, bo w świecie ubrań czuje się jak w małym raju, ale słyszałam, że z reguły nie płacą dużo, a człowiek musi swoje odstać. Może jakieś doświadczenia z życia wzięte?
-
Ekscentryczna: jasne zgadzam się z Tobą :) ale to dziecko, które cały czas jest na dworze, bo ja, jak i ciocia mamy ogromne podwórka więc szaleje i bawi się tam cały czas. ze względu, ze sprzatałam, ona sobie grała :)
-
Ekscentryczna: praca za kasą jest ok, oczywiscie, taka tymczasowa robótka, żeby sobie dorobić, czemu nie.na poważniejsze plany, spełnianie się, raczej nie ale w takim wypadku jak mówisz myślę, że to dobry pomysł. w przyszłości można połączyć pracę za kasą jednocześnie z pasją, ale to trudne, wiem. ja egzaminy zawodowe mam za rok, jednak egzamin technika ekonomisty jest ponoć trudny, więc nie wiem jak to będzie, a tak poza tym Ty z czego zdawałaś? Co do zazdrości - jest ok. Tylko są pewne granice. I tak jak Ty nie lubię poruszania poważnych spraw wirtualnie.
-
Ange_noir:
Rozmowa z facetem "o nas" to jak łowienie ryb kijem, nic nie wskórasz a jedynie się zmęczysz i zdenerwujesz. Trzymam kciuki za to żebyś znalazła pracę :)
Wczoraj się skończyłam. Ale tak solidnie. Niesiono mnie, wymiotowałam i nic nie pamiętam. A najzabawniejszy moment dla mojego taty to ten, gdy musiał mnie wnosić po schodach do góry. Jest mi z tego powodu wstyd, ale fakt, że po całej wiosce szukałam zwierząt rodem z safari doprowadza mnie do ataków śmiechu. No trudno się mówi i żyje się dalej, ale zostawiłam prezent na spodniach kolegi w postaci zawartości mojego żołądka. Nie pamiętam wogóle z kim imprezowałam. Mniejsza. Czy coś zbroiłam okaże się za 9 miesięcy.
Karą jest fakt, że czuje się (i wyglądam) jak wyciągnięta z gardła, zgubiłam okulary, dyszkę i możliwe, że coś jeszcze. Ale - jak mówiłam - nie pamiętam. Wszystkie szalone imprezowiczki - łączmy się, bo możliwe, że spotkamy się w przyszłości na spotkaniu grupy Anonimowych Alkoholików. Boże.. Co ja wygaduje O_o'
Następny weekend ma być bezprocentowy ! I przypominajcie mi gdy napisze coś w stylu "Zgodnie z tradycją, sobote i niedziele zalewam sowicie". Jestem wykończona tak aktywnym życiem, a przecież nie jestem jeszcze studentem. Nawet papierów nie złożyłam. Eh.. Ta moja przyszłość to się za pięknie nie maluje. Ale.. JEBAĆ ! Trzeba pracować nad wspomnieniami
Karą jest fakt, że czuje się (i wyglądam) jak wyciągnięta z gardła, zgubiłam okulary, dyszkę i możliwe, że coś jeszcze. Ale - jak mówiłam - nie pamiętam. Wszystkie szalone imprezowiczki - łączmy się, bo możliwe, że spotkamy się w przyszłości na spotkaniu grupy Anonimowych Alkoholików. Boże.. Co ja wygaduje O_o'
Następny weekend ma być bezprocentowy ! I przypominajcie mi gdy napisze coś w stylu "Zgodnie z tradycją, sobote i niedziele zalewam sowicie". Jestem wykończona tak aktywnym życiem, a przecież nie jestem jeszcze studentem. Nawet papierów nie złożyłam. Eh.. Ta moja przyszłość to się za pięknie nie maluje. Ale.. JEBAĆ ! Trzeba pracować nad wspomnieniami
-
mięta: haha tak sie najebac to ja nie lubie, a slyszec na 2 dzien , jakim cudem Ty zyjesz jeszcze?' albo , kacyk trzyma?;' to juz wgl nienawidze!
-
mięta: nie mial prawa sie obrazic!:D pocisnelam mu, on przytaknol i juz haha ;p w nastepny week tez pewnie polecisz, zawsze sie mowi ze nie;d
-
mejd: będziesz na pewno informowana przez pozostałych imprezowiczach o swoich wyczynach niby w akcie pośmiania się
Koniec ! Przeglądałam moje wpisy i stwierdziłąm, że na początku były względnie pozytywne, żeby później przemienić sie w mroczne, depresyjne i "ja pierdole, jak mi źle". A przecież nie jest najgorzej, prawda? Narzekam na sprawy rodzinne, narzekam na sprawy miłosne, a przecież mogło mi się trafić znacznie gorzej. Mogłabym być niewinnym dzieckiem nękanym przez jakiegoś zboczonego dorosłego. Mogłabym stracić dom w wyniku tsunami. Mogłabym wogóle się nie narodzić, bo mamuśce w dupie się poprzestawiało. W każdym bądź razie - nie jest źle ! Nawet względnie dobrze.
Zbliżają się wakacje - takie z krwi i kości, bo te wysiadywanie w domu i wyczekiawnie egzaminu zawodowego to wakacjami nazwać nie można. Mam nadzieje, że pogoda dopisze, bo planuje je spędzić wszędzie byle nie w domu. Po zakończeniu roku szkolnego ogarniam kuzynkę i wyjeżdżamy do miejsca, w którym dane nam będzie obcować z przyrodą, cieszyć się słońcem i spać w iście polowych warunkach. Mowa tu oczywiście o DZIAŁCE. Wyobrażaliście sobie pewnie jakąś nietkniętą przez człowieka puszcze czy malownicze jeziorko. Jednak działka to mimo wszystko działka. Grill, chlanie, spanie. I tak w kółko. Będzie też okazja do poznania zupełnie nowych ludzi. Zapowiada się udany wypad. Jak będzie naprawdę, wyjdzie w praniu.
Pozostałe dwa miesiące, a nawet trzy to wielki znak zapytania. Jest masa propozycji, ale żadna nie stoi na pewnym gruncie. Morze, góry, Mazury. Nawet stolice miałam odwiedzić. Jednakże wszystko to tylko wielkie wymysły moich znajomych, z których to większość może skończyć swój żywot w ich uroczej wyobraźni. Eh.. Dzieci
.
Zbliżają się wakacje - takie z krwi i kości, bo te wysiadywanie w domu i wyczekiawnie egzaminu zawodowego to wakacjami nazwać nie można. Mam nadzieje, że pogoda dopisze, bo planuje je spędzić wszędzie byle nie w domu. Po zakończeniu roku szkolnego ogarniam kuzynkę i wyjeżdżamy do miejsca, w którym dane nam będzie obcować z przyrodą, cieszyć się słońcem i spać w iście polowych warunkach. Mowa tu oczywiście o DZIAŁCE. Wyobrażaliście sobie pewnie jakąś nietkniętą przez człowieka puszcze czy malownicze jeziorko. Jednak działka to mimo wszystko działka. Grill, chlanie, spanie. I tak w kółko. Będzie też okazja do poznania zupełnie nowych ludzi. Zapowiada się udany wypad. Jak będzie naprawdę, wyjdzie w praniu.
Pozostałe dwa miesiące, a nawet trzy to wielki znak zapytania. Jest masa propozycji, ale żadna nie stoi na pewnym gruncie. Morze, góry, Mazury. Nawet stolice miałam odwiedzić. Jednakże wszystko to tylko wielkie wymysły moich znajomych, z których to większość może skończyć swój żywot w ich uroczej wyobraźni. Eh.. Dzieci
.
-
mięta: nienawidze takich niepewnych planow, tylko sie czlowiek zagrzjee:)
Okeeej... Powiedzcie mi - jak to jest? W sobote skończyłam 20lat mojego życia. Od tego czasu pare osób powiedziało mi, że jakoś młodziej wyglądam, a w sklepie spytano mnie o dowód. Czyli, że po dwudziestce to człowiek młodnieje, tak? A może to przez to, że jestem taka blada, moja skóra nie jest zniszczona przez przesadne używanie kosmetyków, więc wszyscy obstawiają, że stara to ja nie jestem. Nie wiem.
Koleżanka z wcześniej napisała, że ona to wcale na mnie zła nie jest. Tak jej się powiedziało. Mogłam jechać. A jak spytałam się czy dobrze się bawiła to powiedziała, że Robin Hood w końcu zwrócił na nią uwagę i ją to zajebiście cieszy. Wybuchłam śmiechem, bo na inną reakcje nie było mnie stać. Nie pojechałam, więc teraz może sobie soczyście pierdolić. Eh.. Kobiety
.
Został tydzień do egzaminów, a ja zamiast się uczyć załatwiam sobie urozmaicenie czasu w postaci wizyt u dawno nie widzianych koleżanek, odwiedzenia starszej ciotki, sprzątania całego domu na bum-cyk i wiele innych. Ale dla pozoru położyłam książki na biurku. Fakt, zgromadziła się już spora warstwa szarusieńkiego kurzu, ale jak to zwykło się mawiać "Jebać szkołe, zostań ninja". No i oto ninja zostałam ^^.
Problemy w domu zaczęły mnie trochę mniej obchodzić. Włączam muzykę na cały regulator i staram się nie myśleć, że za drzwiami znowu rodzice drą mordę. Coraz częściej wychodzę z małym, bo wolę, żeby nie musiał patrzeć na to, na co ja byłam skazana. Moi bracia powinni dziękować swojej starszej siostrze, że widzieli znacznie mniej niż ona, że płakali mniej niż ona i że nie mają tak zjebanych umysłów. Od razu przypomina mi się ojciec wyzywający małą Holly od najgorszych, rzucający co było pod ręką i matkę wydzierającą się w niebogłosy. Bo co mogła zrobić? Krzyczała. Tylko ja siedziałam cicho i ryczałam. A najgorsze, że nigdy nie miałam na tyle odwagi, żeby następnego dnia przypomnieć mu co odwalał po pijaku. Dzisiaj sprawa wyglądałaby inaczej. Na szczęście patologia w moim domu jest dniem do nocy w porównaniu do czasów "za malucha".
Eh.. Pierdole. Miałam o takich rzeczach nie mówić.
Koleżanka z wcześniej napisała, że ona to wcale na mnie zła nie jest. Tak jej się powiedziało. Mogłam jechać. A jak spytałam się czy dobrze się bawiła to powiedziała, że Robin Hood w końcu zwrócił na nią uwagę i ją to zajebiście cieszy. Wybuchłam śmiechem, bo na inną reakcje nie było mnie stać. Nie pojechałam, więc teraz może sobie soczyście pierdolić. Eh.. Kobiety
.Został tydzień do egzaminów, a ja zamiast się uczyć załatwiam sobie urozmaicenie czasu w postaci wizyt u dawno nie widzianych koleżanek, odwiedzenia starszej ciotki, sprzątania całego domu na bum-cyk i wiele innych. Ale dla pozoru położyłam książki na biurku. Fakt, zgromadziła się już spora warstwa szarusieńkiego kurzu, ale jak to zwykło się mawiać "Jebać szkołe, zostań ninja". No i oto ninja zostałam ^^.
Problemy w domu zaczęły mnie trochę mniej obchodzić. Włączam muzykę na cały regulator i staram się nie myśleć, że za drzwiami znowu rodzice drą mordę. Coraz częściej wychodzę z małym, bo wolę, żeby nie musiał patrzeć na to, na co ja byłam skazana. Moi bracia powinni dziękować swojej starszej siostrze, że widzieli znacznie mniej niż ona, że płakali mniej niż ona i że nie mają tak zjebanych umysłów. Od razu przypomina mi się ojciec wyzywający małą Holly od najgorszych, rzucający co było pod ręką i matkę wydzierającą się w niebogłosy. Bo co mogła zrobić? Krzyczała. Tylko ja siedziałam cicho i ryczałam. A najgorsze, że nigdy nie miałam na tyle odwagi, żeby następnego dnia przypomnieć mu co odwalał po pijaku. Dzisiaj sprawa wyglądałaby inaczej. Na szczęście patologia w moim domu jest dniem do nocy w porównaniu do czasów "za malucha".
Eh.. Pierdole. Miałam o takich rzeczach nie mówić.
-
mięta: kobieca wyobraznia jest nie do ogarniecia.. taa, nagle na nia zwrocil uwage:D duzo osob ma problemy w domu, libacje badz molestwoanie, tylko nikt o tym nie mowi:)
-
Ekscentryczna: Tak dokładnie, wiem o czym mówisz. Wujek jest teraz w szpitalu, ale tam też można od chory nabrać złych nawyków, nawet jeśli jest na bloku A, czy tylko dla alkoholików, narkomanów (tych grzeczniejszych). Poza tym ciężko jest żyć z taką osobą, bo natręctwa tych osób naprawdę z czasem stają się nieznośne. mimo, że wujek jest zawsze spokojny, dość opanowany, to szczegóły jego zachowania drażnią i denerwują, a przecież od osób żyjących z takim chorym wymaga się wyrozumiałości i troszkę pokorności,a z tym kiedy Cię roznosi od środka naprawdę trudno.
-
Ekscentryczna: Nie ma co gdybać dlaczego tak ładnie wyglądasz, bądź dumna z tego, bo teraz niektóre 20stki wyglądają jak gdyby były grubo po 30. Widzę, że nie tylko problem psychicznie chorych nas obie dotyczy. Mój ojciec też pije. Nadchodzi to fazami, raz jest dobrze raz popada w taki ciąg, że ojeju..Ty miałaś rodzeństwo i na pewno najstarsza siostra czuła dużą odpowiedzialność do tego by chronić młodszych, ja jestem sama, nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale też już sporo widziałam..
Czy kiedykolwiek uważaliście facetów za dzieci? Oczywiście, zdarza im się, że zachowują się w sposób zupełnie nieodpowiedni do ich wieku, ale jakoś przyzwyczailiśmy się do tego. Jednak mimo wszystko jeśli mowa o zachowywaniu się przeciwnieproporcjonalnie do swojego wieku to kobiety przebijają na głowę facetów !
Widzę, że chłopiec, który tak bardzo mnie lubi zaczyna odgrywać istotną rolę w moim życiu uczuciowym, więc wypadałoby go nazwać. Robin Hood. Tak, jakoś ostatnio często natykam się na tą postać, więc i mojego "prześladowcę" tak określę.
Moja znajoma dawno temu żywiła swoiste uczucia do Robin Hooda. Nawet starała się doprowadzić do dobitniejszych relacji, ale on powiedział stanowcze NIE, więc dała sobie spokój. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, dopóki wczoraj nie zdałam sobie sprawy, że jest na mnie zła, bo Robin Hood mnie lubi.
Mieliśmy jechać nad jezioro, ale gdy usłyszałam "Jak ty pojedziesz, to XXX nie pojedzie" zdałam sobie sprawę, że lepiej odpuścić. Wolę odsiedzieć te cholerne upały gotując się w domu niż zmierzyć się z wilczym spojrzeniem.
Przyznam się bez bicia, że gdy TS powiedział cytowane zdanie zrobiło mi się przykro, bo poczułam się jakby kazano mi wybierać. Ja czy ona ma się fajnie bawić. Nie miałam nawet najmniejszego wrażenie, że mnie tam chcą.
Siedziałam cały wieczór narzekając na to moje cholerne życie, bo raz chcą mnie za bardzo, a za chwile wcale. Raz czuje się fantastycznie, innym razem zalewam się łzami. Niby typowe, ale jak wkurwia.
W środku nocy zadzwonił TS. Jego telefon sprawił, że od razu poczułam się o 180 stopni lepiej. Pytał czy jestem zła, a gdy po raz setny zaprzeczyłam powiedział, że mnie wszyscy kochają. "Wszyscy. No w sumie z wyjątkiem XXX (tu imię wspomnianej znajomej), ale RN (tu imię Robin Hooda) kocha za dwóch więc na jedno wychodzi".
Miło. Ale jakoś dziwnie zapragnęłam, żeby TS powiedział "Kocham cię". Dziwna jestem. Ale co zrobić. Gdyby nie takie pojeby jak ja świat nie byłby taki ciekawy.
Dzisiaj dodaje piosenkę, która opanowała moje życie. Zrozumiałam, że moja największa miłość to żaden facet, a wszystkim znana super laska - muzyka
.
Widzę, że chłopiec, który tak bardzo mnie lubi zaczyna odgrywać istotną rolę w moim życiu uczuciowym, więc wypadałoby go nazwać. Robin Hood. Tak, jakoś ostatnio często natykam się na tą postać, więc i mojego "prześladowcę" tak określę.
Moja znajoma dawno temu żywiła swoiste uczucia do Robin Hooda. Nawet starała się doprowadzić do dobitniejszych relacji, ale on powiedział stanowcze NIE, więc dała sobie spokój. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, dopóki wczoraj nie zdałam sobie sprawy, że jest na mnie zła, bo Robin Hood mnie lubi.
Mieliśmy jechać nad jezioro, ale gdy usłyszałam "Jak ty pojedziesz, to XXX nie pojedzie" zdałam sobie sprawę, że lepiej odpuścić. Wolę odsiedzieć te cholerne upały gotując się w domu niż zmierzyć się z wilczym spojrzeniem.
Przyznam się bez bicia, że gdy TS powiedział cytowane zdanie zrobiło mi się przykro, bo poczułam się jakby kazano mi wybierać. Ja czy ona ma się fajnie bawić. Nie miałam nawet najmniejszego wrażenie, że mnie tam chcą.
Siedziałam cały wieczór narzekając na to moje cholerne życie, bo raz chcą mnie za bardzo, a za chwile wcale. Raz czuje się fantastycznie, innym razem zalewam się łzami. Niby typowe, ale jak wkurwia.
W środku nocy zadzwonił TS. Jego telefon sprawił, że od razu poczułam się o 180 stopni lepiej. Pytał czy jestem zła, a gdy po raz setny zaprzeczyłam powiedział, że mnie wszyscy kochają. "Wszyscy. No w sumie z wyjątkiem XXX (tu imię wspomnianej znajomej), ale RN (tu imię Robin Hooda) kocha za dwóch więc na jedno wychodzi".
Miło. Ale jakoś dziwnie zapragnęłam, żeby TS powiedział "Kocham cię". Dziwna jestem. Ale co zrobić. Gdyby nie takie pojeby jak ja świat nie byłby taki ciekawy.
Dzisiaj dodaje piosenkę, która opanowała moje życie. Zrozumiałam, że moja największa miłość to żaden facet, a wszystkim znana super laska - muzyka
.-
LotarKing: Muzyka dobra jest na wszystko. Tędy też wiedzie droga do szczęścia ;-)
-
mięta: dziwna troche ta dziewczyna, czemu sie wtraca? rozumiem jakby z nim byla czy cos kiedys..
Macie czasem takie uczucie, że chce wam się płakać, ale za cholere nie możecie tego z siebie wydusić. Znowu problemy w domu. Czuje, że moja psychika za jakiś czas powie dość i wyłączy się na zewnętrzne wpływy. Może znacie jakiś dobry sposób, aby stać się na tyle bezdusznym, żeby niczym się po prostu nie przjmować? A wiecie co mnie najbardziej denerwuje w mojej osobie? Potrafie miesiącami trzymać poziom, uśmiechać się do wszystkich i grać kolejną heroinę, żeby później wybuchnąć i nie móc nawet podnieść się z łóżka. Bo znowu obudziłam się cała zalana łzami.
Mam kurwa dość.
Mam kurwa dość.
-
mejd: doświadczenia uodparniają. czym więcej przejdziesz, tym bardziej masz wyjebane
-
mięta: nienawidze uczucia, gdy czuje ze jestem zajebiscie bezsilna, ze wszystko boli w srodku, rozpierdala.. wrrr. lepiej jak jest obojetne
Okej, a teraz kto najgłośniej zaśpiewa STO LAT? 
Małe podsumowanie mojej wczorajszej rozmowy z panami mego życia. Tak powiedziałam.. Jam jest panią MEGO i tylko mojego życia. Ale dalej.. Moje życie uczuciowe jest serią fantastyczną dla nastolatek. Jako główna bohaterka zakochuje się i odkochuje równie często co moi sąsiedzi dom remontują (a organizują coś średnio raz w tygodniu).
Pan TS, dla nieczytających wcześniejszych wpisów - TopSecret. Mój ukochany przyjaciel, do którego czułam coś więcej niż wspomniana przyjaźń, ale nie mówiłam mu tego. I możliwe, że żyłabym sobie z tym nieszczęsnym uczuciem zgromadzonym gdzieś tam w serduszku, gdyby jednak on nie zaczął czegoś do mnie czuć. I tak sobie CZULIŚMY COŚ, bo nie jestem pewna czy można to nazwać miłością skoro wszystko przychodziło równie niespodziewanie, co odchodziło. W końcu doszliśmy do wzniosku, że *przyjaźń to lepsze uczucie niż miłość*, więc pierdolimy nasze nazbyt ambitne pukanie serducha i pozostajemy w typowej, do bólu zwyczajnej i standardowej przyjaźni. Ale.. Tak, musi być jakieś ale.. Po jaką cholere umawiamy się "Nic nie jest między nami", skoro pierwsza lepsza impreza i on się przytula pijacko bełkocząc "Kocham cie baardzo mocno". Możliwe, że jest to KOCHAM CIĘ skierowane do przyjaciółki, ale za każdym razem, gdy to słysze mam mętlik w głowie.
Pamiętam czasy, gdy jednak moje uczucie nie było odwzajemnione i z zazdrością patrzyłam na wszystkie lafiryndy kręcące się wokół TS. Wiem co to znaczy być TYLKO przyjaciółką, wiem jakie to cholernie upierdliwe i wiem, że czasami to boli do tego stopnia, że ma się ochotę wyć do księżyca. No, ale skoro to wszystko wiem to dlaczego sama tak sie zachowuje w stosunku do innego chłopca? Dlaczego najpierw go przytulam, za chwilę idę do innych kolegów i z nimi również organizuje HUGS. Dlaczego chwytam go za rękę i odchodzę z nim "gdzieś", a później olewam? Wiecie jak mi cholernie źle z tym faktem. Najchętniej napisałabym do niego tłumacząc się z tym wszystkich moich alkoholowych wybryków i przepraszając za cały ten bajzel, który spowodowany jest w jego niewinnym serduszku. Ale niestety - tak odważna nie jestem. A może to pogorszyło by sprawę?
KURWA MAĆ. Uczucia to zło !
EDIT:
A wiecie co jest najlepsze/najgorsze? Mam tak zajebisty humor, że nie umiem się tym przejąć do tego stopnia, aby coś z tego wykombinować. Klęska. Jako dobra osoba poniosłam porażkę.

Małe podsumowanie mojej wczorajszej rozmowy z panami mego życia. Tak powiedziałam.. Jam jest panią MEGO i tylko mojego życia. Ale dalej.. Moje życie uczuciowe jest serią fantastyczną dla nastolatek. Jako główna bohaterka zakochuje się i odkochuje równie często co moi sąsiedzi dom remontują (a organizują coś średnio raz w tygodniu).
Pan TS, dla nieczytających wcześniejszych wpisów - TopSecret. Mój ukochany przyjaciel, do którego czułam coś więcej niż wspomniana przyjaźń, ale nie mówiłam mu tego. I możliwe, że żyłabym sobie z tym nieszczęsnym uczuciem zgromadzonym gdzieś tam w serduszku, gdyby jednak on nie zaczął czegoś do mnie czuć. I tak sobie CZULIŚMY COŚ, bo nie jestem pewna czy można to nazwać miłością skoro wszystko przychodziło równie niespodziewanie, co odchodziło. W końcu doszliśmy do wzniosku, że *przyjaźń to lepsze uczucie niż miłość*, więc pierdolimy nasze nazbyt ambitne pukanie serducha i pozostajemy w typowej, do bólu zwyczajnej i standardowej przyjaźni. Ale.. Tak, musi być jakieś ale.. Po jaką cholere umawiamy się "Nic nie jest między nami", skoro pierwsza lepsza impreza i on się przytula pijacko bełkocząc "Kocham cie baardzo mocno". Możliwe, że jest to KOCHAM CIĘ skierowane do przyjaciółki, ale za każdym razem, gdy to słysze mam mętlik w głowie.
Pamiętam czasy, gdy jednak moje uczucie nie było odwzajemnione i z zazdrością patrzyłam na wszystkie lafiryndy kręcące się wokół TS. Wiem co to znaczy być TYLKO przyjaciółką, wiem jakie to cholernie upierdliwe i wiem, że czasami to boli do tego stopnia, że ma się ochotę wyć do księżyca. No, ale skoro to wszystko wiem to dlaczego sama tak sie zachowuje w stosunku do innego chłopca? Dlaczego najpierw go przytulam, za chwilę idę do innych kolegów i z nimi również organizuje HUGS. Dlaczego chwytam go za rękę i odchodzę z nim "gdzieś", a później olewam? Wiecie jak mi cholernie źle z tym faktem. Najchętniej napisałabym do niego tłumacząc się z tym wszystkich moich alkoholowych wybryków i przepraszając za cały ten bajzel, który spowodowany jest w jego niewinnym serduszku. Ale niestety - tak odważna nie jestem. A może to pogorszyło by sprawę?
KURWA MAĆ. Uczucia to zło !
EDIT:
A wiecie co jest najlepsze/najgorsze? Mam tak zajebisty humor, że nie umiem się tym przejąć do tego stopnia, aby coś z tego wykombinować. Klęska. Jako dobra osoba poniosłam porażkę.
-
mejd: jej, ale zawirowania. Nie z własnego doświadczenia, ale raczej z obserwacji wiem, że chyba lepiej pozostać na gruncie przyjaźni. Chyba dlatego, że to bardziej bezpieczny grunt, niż miłość :)
-
mejd: pewnie tak, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. ale nie uważasz, że takie rzeczy sprawiają, że jest ciekawiej w życiu?
-
mięta: ja szczerze nie wiem czy bym sie cieszyla czy zamulala przez te wszelkie milostki.. i tak zle i tak nie dobrze
Witajcie znowu moi kochani ! Dwa dni bez was.. Co za klęska. Odczułam swoistą pustkę. Jednakże wyjazd był konieczny. Musicie wiedzieć, że tak jak moje weekendy są wyjątkowo szalone i kolorowe, tak tydzień roboczy przebiega masakrycznie nudno i bezcelowo. Dlatego zdecydowałam się dołączyć do drugiej osoby - mojej kuzynki - która również spędza go dość szaro. Razem zapewniałyśmy sobie rozrywki.
Przy okazji - jak zmagaliście się z tym upałem? Nie narzekam, słoneczko ładnie świeciło. Jednak, gdy temparatura wyskakuje powyżej trzydziestu stopni, czuje się jakby gotowano mnie na rożnie. Nawet hektolitry wypijanej wody nie pomagały. Dopiero wieczorem dało się normalnie oddychać.
Mam obecnie tyle energii w sobie, że dziwie się "CO JA TU ROBIĘ?!". Gdybym była typem sportowca prawdopodbnie właśnie obiegałabym kulę ziemską. Z drugiej zaś strony, czeka mnie jutro pracowity dzień - sprzątanie, zakupy, sprzątanie, sprzątanie.. - więc powinnam już leżeć w łóżeczku i grzecznie "garować". Zastanawiając się czy wyjść na dwór, czy jednak iść spać, żegnam was i życzę słodkich snów
Przy okazji - jak zmagaliście się z tym upałem? Nie narzekam, słoneczko ładnie świeciło. Jednak, gdy temparatura wyskakuje powyżej trzydziestu stopni, czuje się jakby gotowano mnie na rożnie. Nawet hektolitry wypijanej wody nie pomagały. Dopiero wieczorem dało się normalnie oddychać.
Mam obecnie tyle energii w sobie, że dziwie się "CO JA TU ROBIĘ?!". Gdybym była typem sportowca prawdopodbnie właśnie obiegałabym kulę ziemską. Z drugiej zaś strony, czeka mnie jutro pracowity dzień - sprzątanie, zakupy, sprzątanie, sprzątanie.. - więc powinnam już leżeć w łóżeczku i grzecznie "garować". Zastanawiając się czy wyjść na dwór, czy jednak iść spać, żegnam was i życzę słodkich snów
-
Ash'owa:
nie wiem jak inni sobie radzili z upałem ale mi to wychodziło kiepsko :S dobranoc :)
-
mięta: mi tez kiepskawo, siedzialam i narzekalam ze GOOOOORACO ;P

-
Mgiełka ♥:
-
mięta:
Pokaż wszystkie (2) ›